12ewew        

Anna Mucha ulubienica Spielberga

By  |  0 Comments

Anna Mucha

ulubienica Spielberga

 

anna mucha

- Czułam się, jakbym trafiła do raju– mówi o pracy u Spielberga Anna Mucha

Anna wspomina prezenty, które dawał jej reżyser i najcięższe momenty na planie. Opowiada też o klątwie „Listy Schindlera” i o tym, czemu sama nie padła jej ofiarą. Kręcony w całości w Polsce oscarowy film Spielberga powstał 20 lat temu, w Stopklatce prezentujemy kolejny wywiad z członkiem ekipy tworzącym to pamiętne dzieło.

Michał Hernes: Trzynastolatka przychodzi na casting do filmu Stevena Spielberga i…?

Anna Mucha: Pierwszy etap polegał na nagraniu sceny w języku angielskim. Wyszło chyba całkiem nieźle, bo producent, Branko Lustig, pogratulował i mnie  i mojej mamie, jednocześnie dodając, że jestem na straconej pozycji. Miałam trzynaście lat, wyglądałam na dziewięć, a miałam zagrać osiemnastolatkę. Jednak okazało się, że można ominąć 
przeszkody wynikające z mojego wyglądu i wieku, zmieniając po prostu moją postać na osobę niepełnoletnią i po jakimś czasie poinformowano nas telefonicznie, że wygrałam casting i zagram Dankę Dresner.


Jak wyglądała praca na planie?


Czułam się, jakbym trafiła do raju. Na kilka miesięcy przeprowadziliśmy się do Krakowa. Cała ekipa mieszkała w trzech różnych hotelach. Spielberg osobno, w hotelu Kalifornia, wraz ze swoją rodziną. Pracę zaczynaliśmy codziennie bardzo wcześnie i podchodziliśmy do niej z ogromną powagą. Było potwornie zimno, więc Amerykanie przygotowali dla ekipy specjalne woreczki wydzielające ciepło. To był hit! Do tego czasu upychaliśmy gazety w butach, żeby było nam choć trochę cieplej…

Jak pracowało się pani jako dziecku?


Pod każdym względem traktowano mnie jak równorzędnego partnera. Musiałam wcześnie wstawać i funkcjonować przez cały dzień zdjęciowy. Pamiętam też, że był tam duży namiot z przepysznym jedzeniem. Jedliśmy wszyscy razem. Siedzący obok przy stole  Spielberg to nie była żadna wyjątkowa sytuacja.


A jakie sytuacje były zaskakujące?


Sprowadzanie odpowiedniego łóżka dla Liama Neesona. Jest bardzo wysoki, trzeba więc było zrobić je na specjalnie zamówienie, zgodnie z jego wymiarami. Pamiętam, że będąc dzieckiem szalenie to przeżywałam.

Najbardziej pamiętne momenty?


Były dwa. Pierwszy w dniu moich trzynastych urodzin. Wezwano mnie do dużego namiotu, gdzie Spielberg czekał na mnie z tortem i prezentem. Drugi dotyczył sceny z „Listy Schindlera”, w której rozdzielano matki i córki. Najpierw odegrała ją Miri Fabian, która wcielała się w moją matkę. Byłam pod takim wrażeniem jej zaangażowania i aktorstwa, że
pomyślałam sobie, że nie mogę tego popsuć. Chwilę później kręcono ten fragment z mojej perspektywy. Nie tylko nas rozdzielono, ale zostałam także wrzucona do grupy innych dzieci. Prowadził nas żołnierz SS, a Oskar Schindler miał wyciągnąć z tej grupy jedno dziecko, czyli mnie, i pokazywać na mojej rączce, że ręce mam tak drobne, że mogę pracować dalej, że nie jestem bezużyteczna.

Wkładałam w tę rolę całe serce i chciałam być jak najbardziej wiarygodna. Po tym, jak zostałam odepchnięta od matki, szłam jako pierwsza z dzieciaków. Wokół szczekały psy, było zimno. Wpadłam w histerię. Ekipa była gotowa przerwać zdjęcia, bo jej członkowie
 uznali, że nie wytrzymałam presji. Chcieli odesłać mnie do domu. Spielberg miał jednak nosa i powiedział, żeby zaczekać do końca sceny. Gdy się skończyła, otarłam łzy i powiedziałam, że wszystko jest w porządku i czy robimy dubla? Na tyle zszokowałam ekipę, że podziękowali mi brawami. Tamtego dnia reżyser przyszedł do garderoby i 
wręczył mi kwiaty. Pod koniec pracy nad filmem dostałam zaś od niego specjalny album z dedykacją i podziękowaniem. W pamięć zapadł mi ogromnym szacunek, jakim darzy dzieci i duże pokłady ciepła, które są w tym człowieku.

ObrazekLista Schindlera


Jak odebrała pani sam film?


To dla mnie bardzo ważna produkcja. Możliwe, że „Lista Schindlera”
 starzeje się, ale ten film niezmiennie mnie wzrusza. Za każdym razem,
 gdy słucham ścieżki dźwiękowej, mam gęsią skórkę. Nie tylko ze względu 
na moje przeżycia, ale przede wszystkim przez  wzgląd na ujęcie 
tematu. Nie chodziło tylko o to, żeby pokazać „wielką historię”, ale 
także, by opowiedzieć o losach ludzi i skupić się na detalach.


Była pani tylko dzieckiem. Kręciliście drastyczne sceny. Jak to na
 panią wpłynęło?


Wszyscy dbali o to, żeby dziecięcy aktorzy mieli jak najbardziej
 komfortowe warunki. Nie wiem, czy wynikało to ze szczególnej
 wrażliwości, czy z faktu, że byłam dzieckiem, ale zapamiętałam
 niektóre sytuacje. Kiedy okazało się, że w ramach przygotowań muszę
 obciąć włosy, dostałam histerii. Bo jak wytłumaczyć trzynastoletniej
 dziewczynce, że tak po prostu trzeba i mam być ogolona na łyso? Wzięto 
to pod uwagę, ścinając je na tyle krótko, żeby im to pasowało, ale też
 tak, bym szczególnie nie odstawała od rówieśników. Fantastycznie
 wspominam też charakteryzację i cały, niezwykle profesjonalny sztab,
 który za nią odpowiadał. Po wielu godzinach pracy ściągano ze mnie
 perukę i make up i robiono mi masaż głowy. Mam wielki sentyment i
 wdzięczność do pana Waldemara Pokromskiego i całego  zespołu make up
 artists. Uważam, że powinni dostać Oskara, a nie tylko nominację.

Przeżyła pani ekscytującą przygodę, ale zdjęcia w końcu się zakończyły. I?


Przez jakiś czas odczuwałam pustkę. To trochę tak jak z pięknym snem – 
żal się z niego wybudzić. Z drugiej strony nikt nie odbierze mi tego, 
ile mnie to nauczyło i ile dało mi szczęścia. To jest moje. Jedną ze 
scen z moim udziałem bardzo często pokazywano we fragmentach, które
 emitowano w czasie ceremonii rozdania Oscarów. Te setki wyemitowano
 dwanaście razy, bo tyle „Lista Schindlera” dostała nominacji do tej 
statuetki.
 Ale pamiętam też, co izraelska aktorka Embeth Davidtz mówiła potem o
 klątwie „Lista Schindlera” i Oscarów. Potwierdziła to też Caroline
 Goodall. Po zagraniu w tym filmie ich telefony zaczęły milczeć. Nie 
dostawały propozycji. Skarżyły się, że ludzie obawiali się, że ich
 wymagania będą nie wiadomo jakie. Mnie to nie dotyczyło, bo żyłam w
 zupełnie innym świecie. Poza tym musiałam zdać do kolejnej klasy
 szkoły podstawowej. Wiem! Jedyne, co było dla mnie w tym wszystkim
 traumatyczne, to fakt, że był to pierwszy rok, w którym nie miałam na
 świadectwie w podstawówce czerwonego paska! [śmiech].


[Rozmawiał: Michał Hernes]

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com