12ewew        

Po co ci słońce, skoro są pomarańcze?- recenzja spektaklu „Nie trzeba”

By  |  0 Comments

Gdy patrzyłem na zdjęcie przedstawiające Grigorija Perelmana, ze zdziwieniem przyglądałem się oczom tajemniczego matematyka, które są świadkami jego genialnych odkryć i ascetycznego życia. Do zainteresowania się nim zainspirował mnie znakomity spektakl „Nie trzeba” w reżyserii Kamili Michalak

Grigorij Perelman to postać enigmatyczna i intrygująca. Świat usłyszał o nim w 2010 roku, kiedy to odmówił przyjęcia miliona dolarów od Instytutu Matematycznego Claya. Rosjanin to, jak dotychczas, jedyny naukowiec na świecie, który rozwikłał jeden z siedmiu „problemów milenijnych”- udowodnił prawdziwość hipotezy Poincarego i geometryzacyjnej hipotezy Williama Thurstona. Od sławy i bogactwa woli życie w ascezie, z dala od zgiełku.

To nie genialny matematyk (znakomity Tadeusz Ratuszniak) jest jednak głównym bohaterem tego spektaklu. „Nie trzeba” koncentruje się na reżyserce teatralnej (świetna rola Marii Kanii), która chce się spotkać z Perelmanem, szukając inspiracji do jej teatralnego przedsięwzięcia. Rodzi się pytanie, jak opowiedzieć historię kogoś, o kim wiemy tak niewiele? Przed podobnym dylematem stanął angielski filmowiec Michael Winterbottom. Jego film „Twarz anioła” został zainspirowany autentycznymi zdarzeniami, o których prawdy raczej nigdy nie poznamy. Bohaterem uczynił więc filmowca pracującego nad scenariuszem filmowej produkcji o reżyserze… przygotowującym podobny scenariusz, inspirując się „Boską komedią” Dantego.

W „Nie trzeba” pojawiają się zaś nawiązania do „Fausta” Goethego, i nie tylko. Wcielający się między innymi w Mefistofelesa Tomasz Orpiński  (przerysowana, ale bardzo dobra rola) pyta się w pewnym momencie reżyserki: „po co ci słońce, skoro są pomarańcze?”. Zaskakujące? I o to chodzi! Uważam, że twórcy spektaklu poszli właściwą drogą.  W tym onirycznym i przepięknym wizualnie przedstawieniu jest sporo inscenizacyjnych niespodzianek i powiew świeżości. Nawet jeśli to spektakl trochę nierówny, zdecydowanie warto poświęcić mu uwagę.

Gdy patrzyłem na zdjęcie przedstawiające Grigorija Perelmana, ze zdziwieniem przyglądałem się oczom tajemnicznego matematyka, które są świadkami jego genialnych odkryć i ascetycznego życia. Czy ktoś jest w stanie zrozumieć i podzielać moje zdziwienie? Do tej refleksji zainspirował mnie Roland Barthes, który doświadczył czegoś podobnego, takich właśnie małych smutków. Pytanie tylko, jakie są małe smutki Perelmana?

Michal Hernes

fot. Natalia Kabanow, wrocławski Teatr Współczesny.

 

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com