12ewew        

Felieton. Merry Kissmyass

By  |  0 Comments
aheMerry KissMyAss

Jedziesz zadowolony do rodzinnego domu. W końcu odpoczniesz. Odetniesz się na tych kilka dni od telefonów, położysz na kanapie. Będziesz leżał i śmierdział. Bo tak Ci się chce. Bo tak Ci się należy.

Jesteś cholernie szczęśliwy, bo wiesz, że świąteczny okres jest tak absorbujący, że na pewno nikt maili wysyłać nie będzie. I nie wysyła. I nie dzwoni. I pławisz się w rozkoszy ciszy.

Po trzech dniach ruszasz tyłek i wiesz, że nadchodzi czas odwiedzin. Jedna rodzina, druga, a jak wszyscy byli skłóceni albo rozwiedzeni, rodzin robi się kilka.

Przy pierwszym spotkaniu promieniejesz, odwzajemniasz uśmiechy, z chęcią odpowiadasz na pytania i częstujesz się podawanym Ci pod nos ciastem. Po dwóch godzinach jesteś zmęczony, ale dajesz radę, jutro kolejna tura. A więc nadchodzi next day. I kolejne wyjście. Powtórka z rozrywki. Po trzecim, czwarte. Te same pytania. Pytania, które Ci się zadaje, „bo wypada”. Wypada też odpowiedzieć, a więc odpowiadasz, orientując się w trakcie, że osoba zainteresowana już dawno Cię nie słucha, a tylko słyszy. Kończysz mówić. Po kilku chichach i zagryzkach, zza drugiego końca stołu pada dokładnie to samo pytanie, które zadano Ci niespełna pół godziny temu. Zaczynasz dostrzegać uszczypliwości i już nie jesteś tak otwarty i radosny, a coraz bardziej wkurzony.

Po czterech wyjściach masz przed sobą przyjemności – bo spotkania ze znajomymi. Jako że na codzień mieszkacie daleko od siebie, kontakt facebookowy w końcu możecie zamienić na realny. Ale teraz nie masz na to ochoty. Masz za to serdecznie dość wszystkiego. Ludzie, którym przez kilka dni namiętnie towarzyszyłeś zrobili gruntowną kondygnację złego humoru na kolejne wyjścia. Dlatego wiedząc, że nie będziesz się dobrze bawił, a jedynie psuł dobry nastrój innym, wycofujesz się, mówiąc prawdę: „Przepraszam, jestem zmęczony i najzwyczajniej w świecie mi się nie chce”. Twoja szczerość wzięta jest teraz jako nietakt i brak kultury. Z osoby miłej robisz się w oczach innych niegrzeczną. Twoja chęć bycia prawdomównym obraca się przeciwko Tobie, kolejny raz ucząc Cię, że lepiej wymyślić jakiś wykręt niż powiedzieć prawdę.

I zaczynasz czekać na telefon od szefa, zamiast opowiadać cioci-piatej-wodzie-po-kisielu na czym polega Twoja praca, jaką dietę stosujesz i dlaczego jeszcze nie masz dzieci.
I sprawdzasz czy przyszedł mail, a stres związany ze spotkaniami zastępujesz dobrą książką i kubkiem herbaty (tak, nad głową nadal miauczą Ci ludzie). Zaczynasz tęsknić za codziennym gwarem, złośliwością rzeczy martwych i ciszą wieczornego bicia własnego serca.

Dlaczego tak jest, że coś na co bardzo czekamy, okazuje się być wyidealizowaną bańką mydlaną. I po co, co roku robić szopkę. Brakuje Ci szopki, pójdź sobie do kościoła.

Wniosek jest banalnie prosty. To, co pozornie wydaje nam się nudne i normalne, jest naszym największym szczęściem.

 

merry christmas

 

 

Comments

comments

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com