12ewew        

Jadłem, Więc Wiem: Za Czym Kolejka Ta Stoi? Lody tak Zwykłe, że aż Genialne.

By  |  0 Comments

Jadłem, Więc Wiem:

Za Czym Kolejka Ta Stoi?

Lody tak Zwykłe, że aż Genialne

Zazwyczaj nie jem lodów, ale jeśli już to robię, oby tylko były to lody z „Sopelka” w Karpaczu. Gdy człowiek już je zdobędzie, cieszy się, jakby właśnie udało mu się dokonać czegoś wielkiego. Maszeruje więc dumnie ze swoim trofeum łapczywie pożeranym oczami tych, którzy na swoją chwilę lodowej chwały muszą jeszcze swoje odczekać. Los ich niepewny, bo pan lodziarz w każdej chwili może po prostu oznajmić, że lody właśnie się skończyły i zamknąć swoje okienko. Nie wiem, czy gdzieś jeszcze można zobaczyć aż takie stężenie tego szczególnego rodzaju zawodu na ludzkich twarzach. Ci, którzy czymkolwiek tu handlują, muszą panu z „Sopelka” bardzo tego zazdrościć.

lody sopelek 2

Karpacz – jedno z najpopularniejszych wakacyjnych polskich miast w górach. Połowa lipca, upał od wielu dni. Tysiące turystów, setki restauracji, barów, stoisk z fałszywymi oscypkami i oczywiście lodziarni. Ostra rywalizacja o każde kilka złotych z kieszeni letników. W tym i mojej. Wystarczy, że złapiesz kontakt wzrokowy ze sprzedawcą albo naganiaczem i już jesteś jego. Trzeba udawać głuchego albo ślepego, żeby na deptaku nie dać się w coś wciągnąć. I większość ludzi taką znieczulicę chyba opanowało, bo mimo że środek dnia, w knajpianych ogródkach sporo wolnych miejsc, a ci, co siedzą, przeważnie tylko przy piwie. Jedynie w „Sopelku” podaż nie nadąża za popytem, a ludzie są gotowi stać kilkadziesiąt minut w pełnym słońcu, żeby tylko zdobyć te legendarne lody. Stoją wszyscy: młodzi i starzy, rodzice z dziećmi, na oko bogaci z iluśtam gwiazdkowych hoteli z tymi, co na oko liczą każdy grosz i kwaterują po pokojach bez toalet. W dostępie do lodów z „Sopelka” nikt nie ma forów.

Lodziarnia

Jedyna kolejka, jaką przez kilka dni widziałem w całym Karpaczu, to właśnie ta pod lodziarnią „Sopelek”. Zwróciłem na nią uwagę już pierwszego dnia, ale pomyślałem, że widocznie jakaś zorganizowana wycieczka. Ale gdy dzień później pod tym samym okienkiem znów zobaczyłem kilkadziesięciu niecierpliwie przebierających nogami ludzi, wiedziałem, że coś musi być na rzeczy. Tylko co? Budynek jest stylowy, ale lekko zaniedbany. Na dole okienko, nad nim szyld, też nadgryziony zębem czasu, głoszący tylko, że tu mieści się lodziarnia „Sopelek”, data „1973” oraz nazwisko Tułowieccy. Obok okienka jest jeszcze tablica z ofertą lodziarni. Bez fanaberii. Tylko klasyka: lody wyłącznie śmietankowe, bita śmietana i polewy do wyboru. Wszystko serwowane w wafelkach. Żadnych stolików z parasolkami więc ludzie ze swoimi lodami okupują wszystkie okoliczne murki i ławki. I wyglądają na bardzo zadowolonych. Takie rzeczy pewnie nie mieszczą się w głowach dzisiejszych speców od handlu i marketingu. A więc ewenement. Oryginał nie do podrobienia.

lodziarnia pana Henryka Tułowieckiego

Do lodziarni pana Henryka Tułowieckiego robiłem podchody trzy razy: najpierw okazało się, że w poniedziałki zwyczajnie jest zamknięte. We wtorek po odczekaniu trzech czwartych kolejki lodów zabrakło. Udało się dopiero w środę. Włączyłem w komórce stoper. Po odstaniu dokładnie 24 minut miałem w ręce upragnionego loda. Zaszalałem i zamówiłem najdroższą pozycję w ofercie „Sopelka”: duże lody z bitą śmietaną i sosem malinowym za całe 8 złotych. Autentycznie – nie mogłem się doczekać pierwszego kęsa tego lodowego opium dla ludu miast i wsi wypoczywającego w Karpaczu. Te lody są warte wyrzeczeń. Od razu poznać, że to manufaktura. Nie czuć w nich chemii. Są śnieżnobiałe, aksamitne w smaku, subtelnie śmietankowe i mało słodkie. Pyszne. W polewie były całe maliny. Bita śmietana oczywiście naturalna. Wspaniałe i prawdziwe lody. Nie wiem, czy gdzieś jeszcze można takie dostać.

lody sopelek 3

W kolejce trochę dowiedziałem się o samej lodziarni. Pan Henryk prowadzi ją od zawsze. Wszystko przygotowuje sam. Także polewy. Stąd przerwy w funkcjonowaniu okienka. Rzecz jasna sam też obsługuje. Jest uprzejmy, bez maniery i wygląda jak typowy lodziarz z jakichś zamierzchłych czasów. Chciałem zapytać, czy mogę pstryknąć mu zdjęcie i chwilę zagadać, ale z obawy przed linczem kolejkowiczów dałem sobie spokój i po prostu oddaliłem się pałaszować swoją zdobycz ;)

 

Comments

comments

Zuza Romuk-Wodoracka

Zuza Romuk – Wodoracka swoją ścieżkę zawodową konsekwentnie realizuje od prawie dekady. Zaczynała w agencji modelek Division jako booker. Obecnie jest producentem w jednym z najlepszych domów produkcyjnych w Polsce – I like Photo oraz I like movies. Kocha zwierzęta, a najbardziej psy. Zna się jak mało kto na dobrym kinie i książkach.

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com