12ewew        

Marcin Harasimowicz. Polski pisarz, dziennikarz i aktor z L.A.

By  |  0 Comments

Napisał biografię słynnego koszykarza LeBrona Jamesa i książkę „Los Angeles Lakers. Złota historia NBA”, która trafiła do sprzedaży 17 marca. W L.A. mieszka i pracuje. Prowadzi Comedy Show, jest dziennikarzem, pisarzem i aktorem. Marcin Harasimowicz opowiada o swojej najnowszej książce i karierze.

Michał Hernes: Kim jesteś i jak się narodziła się twoja koszykarska pasja?

Marcin Harasimowicz: Wychowałem się we Wrocławiu. Zaczynałem w latach 90-tych w lokalnych mediach, obserwując z bliska i opisując wielki Śląsk, jeden z najlepszych zespołów w historii polskiej koszykówki; w czym wielka zasługa Grzegorza Schetyny oraz takich legend jak Maciej Zieliński, Adam Wójcik, czy Jarosław Zyskowski. Maciek napisał kilka zdań na okładkę mojej książki o Lakers, co stanowi dla mnie olbrzymie wyróżnienie.

Harasimowicz

Jak wspominasz Wrocław?

-To moje miasto, zawsze nim było i będzie. Wychowałem się przy stadionie koło ulicy Oporowskiej. Kocham Śląsk! Jako dziecko wdrapywałem się na szczyt Górki Pafawag, z której oglądałem mecze ligowe. Problem był późną jesienią, drzewa zasłaniały większość boiska. Mieszkałem w jednym budynku z ówczesnymi piłkarzami Śląska- Rudym i Prusikiem. W 1987 roku ten pierwszy zaprosił mnie, brzdąca, do swojego mieszkania na wspólne oglądanie meczu Polska- Węgry. To była dla mnie większa trema i przeżycie niż gdy później spotkałem Toma Hanksa czy Charlize Theron. Bez porównania! Poza tym mój tata, Jan napisał Encyklopedię Wrocławia i Atlas Architektury Wrocławia. Jest profesorem na UW i kustoszem muzeum. Gorąco polecam obie jego książki!

Jak narodziła się twoja pasja do NBA?

-Zaraził mnie nią kumpel ze szkoły średniej, Tomek. Najpierw kibicowałem mocno Houston Rockets, potem Lakers i tak już zostało. Pisałem o koszykówce do wielu gazet i magazynów, w ponad dwudziestu różnych krajach jak Japonia, Wielka Brytania, Kanada, czy Francja. W Ameryce, a konkretnie w L.A mieszkam od 2008 roku.

Jak tam trafiłeś?

-Poczułem potrzebę nowych wyzwań. W Polsce osiągnąłem wszystko, co sobie zaplanowałem. Dodatkowo skończyłem trzydziestkę… Podchodzę do tego tak – mamy jedno życie, więc trzeba je wykorzystać, wycisnąć do maksimum. Zawsze potrzebuję nowych wyzwań, bo inaczej źle się z sobą czuję. L.A było takim wyzwaniem. Sześć lat zajęło mi dojście do poziomu, jaki sobie zaplanowałem. W międzyczasie pojawiło się sporo złośliwości, ale akurat lubię negatywne oceny. Dają mi paliwo do dalszego działania. Nic bardziej mnie nie cieszy i motywuje niż tzw. „hejterstwo”. Uwielbiam to po prostu, czasem nawet sam celowo prowokuję podobne reakcje, aby nie spocząć na laurach.

harry

Los Angeles- co jest w tym mieście najbardziej szalone i nienormalne?

-Mieszka w nim sporo nienormalnych ludzi, niektórzy są wariatami i prawdopodobnie uciekli z zakładu psychiatrycznego. Zdążyłem się już przyzwyczaić do takich osobników na ulicach. Cóż, zależy, co kto lubi. Na pewno Los Angeles może niektórych przerażać. 20 tysięcy aktorów przylatuje co tydzień z całego świata z marzeniami o wielkiej karierze, a innych 20 tysięcy wylatuje z przetrąconą psychiką. Trzeba mieć do wszystkiego dystans, a najbardziej – do siebie samego. I po prostu cieszyć się życiem, robić swoje.

Czy w L.A. liczą się tylko sława i pieniądze?

-Zależy do czego. To takie multikulturowe miejsce, w którym każdy może znaleźć dla siebie miejsce. Nie można wszystkiego oceniać przez pryzmat Hollywood, czy nawet zawodowego sportu.

Jak przetrwać na rynku Comedy Show w L.A.?

-Zapytaj tych, którzy walczą o przetrwanie. Ja mam największe show w Los Angeles.

Największe? Rozwiń, proszę, temat.

-Wystarczy wejść na stronę Comedy Store. Znajdziecie tam wszystko o moim show. Niedawno wystąpili w nim między innymi David Spade i Hannibal Buress. Ja jestem producentem i prowadzącym, w zasadzie robię wszystko, nawet sprzedaje bilety online (śmiech). To moje dzieło w stu procentach. Prowadzę też popularny podcast pilkarsko-komediowy na portalu allthingscomedy.com. Zachęcam do śledzenia mnie na Twitterze na @martinwharris.

Statystowałeś i grałeś w hollywoodzkich produkcjach, chociażby u Michaela Baya.

-Statystowałem przez pierwsze pół roku, aby nauczyć się zawodu, a u Baya zagrałem znaczącą rolę w serialu „The Last Ship”. Cały pierwszy sezon jest już na DVD, serdecznie polecam. Film krótkometrażowy, w którym zagrałem główną rolę, właśnie został zaakceptowany do Cannes, mam jeszcze kilka innych projektów. Prawdę mówiąc wolę jednak pracować niż o tym opowiadać. W polskich mediach ukazało się ostatnio zbyt dużo wywiadów z ludźmi, którzy nic nie robią, tak więc prawdę mówiąc wolałbym nie śpiewać w tym chórze. Ja spokojnie robię swoje, ludzie na miejscu to widzą, praca jest dla mnie najważniejsza, nie potrzebuje żadnej popularności.

Opowiedz, proszę, o serialu „Last Ship”.

-To jeden z największych seriali ostatniego roku w Ameryce. Teraz kręcą drugi sezon, ale już beze mnie. A dlaczego beze mnie – stanie się jasne, gdy zobaczycie sezon pierwszy.

har

Niektórzy narzekali, że Twoja biografia LeBrona Jamesa była zbyt grzeczna. Czy w nowej książce chciałeś pokazać niegrzecznych Lakers i niegrzeczne NBA?

-Niekoniecznie. Chciałem pokazać wszystkie odcienie długiej historii zawodowej koszykówki w USA, z uwzględnieniem ważnych zmian zachodzących w tym kraju. Poruszam różne istotne problemy, jak rasizm, czy eksplozja wirusa HIV, ale wolałbym oszczędzić szczegóły dla potencjalnych czytelników. Poza tym pracowałem nad tą książką siedem lat, mniej więcej 100 razy dłużej niż nad biografią LeBrona, mówiąc szczerze.

Skąd wziął się pomysł na napisanie książki o L.A. Lakers?

-Chciałem podsumować dwadzieścia lat pracy przy opisywaniu koszykówki i NBA. Stworzyć taką pełną historię, czasem pół żartem, a czasem bardzo serio, która pozwoli zrozumieć świat zawodowej koszykówki. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tam coś dla siebie – zarówno koszykarscy „puryści”, jak i tacy, którzy obejrzeli pierwszy mecz wczoraj i dopiero zainteresowali się tematem.

Dlaczego warto ją przeczytać?

-Starałem się wyjaśnić w niej magię NBA, zapakować lata emocji i wielkich wydarzeń, a następnie skondensować je na ponad 300 stronach. Mam nadzieję, że się spodoba.

Jesteś pewien, że zaciekawi osoby nieinteresujące się koszykówką?

-Nie jest wyłącznie o koszu, ale o tym, jak zmieniała się Ameryka od początków XX wieku do dziś. Wyjaśniam w niej wiele problemów społecznych.

Między innymi czasy złych chłopców w NBA.

-Źli chłopcy byli, są i będą. Podobnie jak dobrzy. Tyle, że źli najczęściej mają ciekawsze historie do opisania. Wiele spośród nich znajdziecie w tej książce.

Jednym z problemów był kryzys wizerunkowy NBA.

-Tak, zwłaszcza w latach 70-tych, ale NBA poradziła sobie z tym znakomicie. Suma summarum mają znakomity produkt, który rozbudza wyobraźnię milionów. Magic Johnson, Larry Bird, a następnie Michael Jordan bardzo w tym pomogli. Obecnie NBA znajduje się w doskonałej kondycji, kwitnie finansowo i wizerunkowo.

Opowiedz o pierwszym znanym narkomanie w NBA.

-Był taki, w latach 60-tych… Szaleniec. Ale po szczegóły odsyłam do książki.

Koszykarze lubią też czasem nosić broń, a broń i narkotyki to nie jest dobre połączenie.

-Owszem i kilka lat temu przekonał się o tym Gilbert Arenas, czołowy wówczas snajper ligi. Afera w szatni Washington Wizards praktycznie zrujnowała jego karierę. A szkoda, bo może to i trochę wariat, ale jednocześnie szalenie barwna i inteligentna postać. Sympatyczny facet, zawsze udzielał długich wywiadów.

mart

Piszesz o wielkich gwiazdach. Tam gdzie są wielkie gwiazdy i pieniądze, są też wielkie skandale. Jakie historie najbardziej Cię zszokowały?

-Na pewno afera z Donaldem Sterlingiem, w efekcie której został zmuszony do sprzedania Los Angeles Clippers. Najadł się chłopina mnóstwo stresu, zarobił dwa miliardy dolarów, po czym słuch o nim zaginął. Dziś rasistowskie komentarze mogą cię zrujnować, w latach 50-tych, czy 60-tych sytuacja wyglądała zgoła inaczej, o czym również napisałem.

Inna sprawa, że nowy właściciel klubu bardziej pasuje do nowego wizerunku Clippers, co również odpowiada NBA. Steve Ballmer to showman, który szybko zdobył sobie popularność wśród kibiców.

Dlaczego do George’a Mikana strzelano podczas meczu?

-Przeczytajcie książkę, to się dowiecie.

Jak to możliwe, że jeden z zawodników Boston Celtics brał narkotyki, nawet siedząc na ławce rezerwowych?

-Znam różne miejsca i osoby, które robiły dziwniejsze rzeczy w dziwniejszych miejscach…

Który koszykarz miał stanąć do walki w ringu z samym Muhammadem Alim?

-Duży, wysoki, zdobył kiedyś bardzo dużo punktów w jednym meczu. Czy już się domyślasz?

Ja tak, ale niekoniecznie wszyscy muszą się domyślać. Rozumiem, że odsyłasz do swojej książki?

-Oczywiście!

Nie marzy Ci się skandalizująca książka o historii polskiej piłki nożnej?

-Marzenia już spełniłem, a jeśli chodzi o polską piłkę – byłem bardzo blisko tematu w latach 1999-2008, kiedy pracowałem jako dziennikarz najpierw w „Życiu”, a następnie w „Przeglądzie Sportowym” i „Życiu Warszawy”. Teraz nadal śledzę na odległość, ale w naszym kraju są dobrzy dziennikarze, którzy siedzą w tym na bieżąco. Oni na pewno mają większe szanse na napisanie ciekawej, skandalizującej książki.

Jaka byłaby najbardziej skandalizująca historia w takiej książce, o której niekoniecznie wszyscy wiedzą?

-Jedna moja historia o byłym bramkarzu Amiki Wronki została wykorzystana w książce „Szamo” Krzyśka Stanowskiego, najwybitniejszego pisarza w temacie polskiej piłki w moim odczuciu – choć raczej bardziej wesoła niż skandalizująca. Kto wie, może podeślę jeszcze kilka innych… A kto wie, może za 20 lat wrócę do Wrocławia i kupię Śląsk?

Rozmawiał: Michał Hernes

 

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com