12ewew        

Nimfomanka czy American Hustle. Na co warto pójść do kina?

By  |  0 Comments

michal 3

Na co warto pójść do kina?

Przegląd nowości

Reżyser „Poradnika pozytywnego myślenia” preferuje pozytywnie zakręcone klimaty. Takim właśnie filmem jest jego najnowsze dzieło „American Hustle”, warte polecenia ze względu na świetną muzykę i rewelacyjne popisy aktorów.

Jakie jeszcze kinowe premiery są godne uwagi?

american hustle

„American Hustle”

Muzyczny i aktorski koncert!

Cały zespół aktorski tworzy zresztą istną orkiestrę, z wyczuciem dyrygowaną przez Davida O. Russella. Pierwsze skrzypce zdecydowanie gra w niej Cooper, któremu wtóruje wielki bęben w postaci… Bale’a. W chórze przekrzykują się wzajemnie Adams i Lawrence, a De Niro jest marimbą, czyli instrumentem o bardzo dużych możliwościach barwowych i dynamicznych (odpowiada to szerokiej palecie jego aktorskich umiejętności i temu, że potrafi je zaprezentować tak znakomicie raptem w kilka minut). Louis C.K. to natomiast werbel, ponieważ… robi dużo szumu. Jeremy Renner jest zaś fletem, bo gra postać bardzo lubianą i popularną, a flet to nader popularny instrument.

Dream Team

Zastanawiam się, kto najlepiej wypadł aktorsko w „American Hustle”, ale nie mogę się zdecydować. Robert De Niro pojawia się w nim tylko na chwile, ale to prawdopodobnie jego najlepsza rola od lat. Patrząc na jego występ, aż zatęskniłem za „Depresją gangstera”, bynajmniej nie wpadłem jednak w depresję. Jennifer Lawrence dała z kolei fantastyczny i autoironiczny popis wokalny, dorównujący „I Need a Hero”, który wyśpiewała niegdyś Cate Blanchett we „Włamaniu na śniadanie”. Mistrz metamorfoz, Christian Bale, zaprezentował natomiast przeciwieństwo postaci, w którą wcielił się niegdyś w kultowym „Mechaniku”. Przecudowne są też rozmowy między Bradleyem Cooperem a Louisem C.K.. Amy Adams i Jeremy Renner także świetnie wywiązali się z postawionych przed nimi zadań. Wymiatają szczególnie pojedynki na miny między Adams a Lawrence. Kto nie obejrzy dla nich tego filmu, ten trąba!

american hustle movie

Ta zawadiacka historia to pierwszorzędna zabawa formą, okraszona wspaniałą muzyką i wzorcowo oddająca klimat przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Jakkolwiek wszyscy aktorzy zagrali w tym filmie popisowo, to ich postacie nie są z krwi i kości. Czegoś mi w tym filmie brakuje. Zdecydowanie daleko mu do „Porachunków” i odnoszę wrażenie, że Guy Ritchie zrobiłby to lepiej. Chociaż pomysł z obywatelem Meksyku przebierającym się za… Nie spoileruję więcej, dodam tylko, że ten motyw to dla mnie creme de la creme.

zniewolonyPasja

według Steve’a McQueena.

O ile po obejrzeniu „American Hustle” na mojej twarzy zagościł uśmiech, to zgoła inne odczucia miałem po seansie oscarowego faworyta, „Zniewolonego”. To, zainspirowana autentyczną historią, opowieść o wolnym czarnoskórym człowieku, który w wyniku podstępu trafił na dwanaście lat do niewoli. Przede wszystkim to jednak kolejny aktorski koncert. Reżyser „Wstydu” pokazuje dramatyczne losy człowieka, który stał się zakładnikiem sytuacji i na którego spadają kolejne, coraz mocniejsze, kłody. Sceny biczowania są tak mocne i wstrząsające, że w czasie seansu przypomniała mi się głośna „Pasja” Mela Gibsona, opowiadająca o męczeńskiej śmierci Jezusa. Co ciekawe, w historii kina nie powstało zbyt wiele filmów o niewolnictwie, więc „Zniewolony” jest potrzebny, choć przeszkadza mi w nim czarno-biały obraz świata. Niestety, bohaterowie są albo dobrzy i szlachetni, albo źli. Ucieleśnieniem zła jest chociażby postać grana przez Michaela Fassbendera i co prawda wzniósł się na wyżyny swoich aktorskich możliwości, ale grany przez niego bohater jest w swym złu zbyt przerysowany. Mimo wszystko „Zniewolony” to murowany oscarowy faworyt.

Piekło to inni

sierpień ww hrabstwiePodobne uczucie przesytu dramatycznymi wydarzeniami towarzyszyło mi w czasie oglądania „Sierpnia w hrabstwie Osage”. Film powstał na podstawie, nagrodzonego Pulitzerem, dramatu Tracy’ego Lettsa i opowiada o spotkaniu toksycznej rodziny, w czasie którego wychodzą wszelkie możliwe brudy. Staje się to pretekstem do wybornego aktorskiego koncertu w wykonaniu m.in. Meryl Streep i Julii Roberts, ale za mało jest w tym filmie światełek nadziei. Z drugiej strony można bronić tej produkcji, argumentując, że to spotkanie rodzinne po latach, więc wychodzą żale i tajemnice, które piętrzyły się i długo pozostawały niewyjaśnione.

Nie ukrywam, że wielkiej frajdy dostarczyły mi dialogi i poszczególne postaci, z których każda ma swoje pięć minut. Mimo dramatyzmu tej opowieści, nie zbacza ona w stronę telenoweli, choć niewiele do tego brakuje. Wszak czasem życie pisze nieprawdopodobne scenariusze…

Pozostając w mrocznych klimatach, wstrząsające wrażenie robi meksykański dramat sensacyjny „Heli”, opowiadający o bohaterze, który musi bronić swojej trzynastoletniej siostry. Jej chłopak uwikłał ją w brudne interesy, co uruchamia lawinę tragicznych konsekwencji. Przemoc ukazana w tej produkcji robi piorunujące wrażenie i może na długo zapaść w pamięć. Na łopatki może rozłożyć zwłaszcza motyw z kiczowatym i słodkim pieskiem, chociaż mnie akurat rozbawił. W sumie nie powinienem się tym chwalić, a szczegółów odnośnie tej sceny nie zdradzę.

O dramacie dzieci zmuszonych do przedwczesnego wejścia w dorosłość opowiada także przejmujące anime „Grobowiec świetlików”. Brat i siostra walczą o przetrwanie w czasie wojny i próbują zachować swoje człowieczeństwo. Nie ukrywam, że dawno żaden film mnie tak nie poruszył. Nawet „Zniewolony”.

ratując pana banksa film

Wzruszyłem się natomiast na filmie „Ratując pana Banksa”, odsłaniającym burzliwe kulisy powstawania filmu „Mary Poppis” i konfrontacje autorki książki z Waltem Disneyem. To przede wszystkim aktorski pojedynek Emmy Thompson i Toma Hanksa. Dla nich warto obejrzeć tę prostą sentymentalną opowieść, która co prawda nie wykracza poza schemat, ale może krzepić i ścisnąć za serce.

nimfomanka film

Nimfomanka

Bardzo czekam też na drugą część „Nimfomanki” Larsa von Triera. Pierwsza część mnie zachwyciła. Przede wszystkim, kontrowersyjny duński filmowiec znów wszystkich zaskoczył. Z zapowiedzi wynikało, że czeka nas wielki skandal, tymczasem skandalu nie było. Von Trier, zamiast szokować, opowiedział o zagubionej kobiecie, której problemem jest to, że konserwatywny świat nie rozumie i nie akceptuje jej zachowań. Bardzo mi ten film zaimponował na poziomie konstrukcji scenariusza. Reżyser „Przełamując fale” wprowadził do niego swój odpowiednik proustowskiej Magdalenki, uruchamiający wspomnienia. „Nimfomanka” skojarzyła mi się z „Oczami szeroko zamkniętymi” Stanleya Kubricka. Premierze tamtego filmu również towarzyszył skandal. Także zapowiadano skandal związany z nadmiarem erotycznych scen, a ich nadmiaru nie było. Ba, w obu produkcjach pojawia się przepiękny walc Szostakowicza:

 

 

 

P.S. Specjalna owacja na stojąco należy się Umie Thurman, za wspaniały epizod w „Nimfomance”.

Michał Hernes

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com