12ewew        

Oskar Schindler nie był święty (wywiad)

By  |  0 Comments
- Kiedy Spielberg zabierał się za kręcenie tego filmu, jego żydowscy koledzy z wytwórni filmowych mówili mu, żeby nie podejmował się tego wyzwania, bo nikogo to nie zainteresuje.  Dziś, kiedy moje dzieci patrzą na włoskie podręczniki do historii, przy drugiej wojnie światowej są zdjęcia z… „Listy Schindlera” – mówi Michałowi Hernesowi Caroline Goodall, filmowa pani Schindler.
original
Michał Hernes: Jak wielkim wyzwaniem było dla pani wcielić się w postać tak heroiczną jak Emilie Schindler?
Caroline Goodall: Czułam ogromną odpowiedzialność związaną z tym, że muszę jak najmocniej przybliżyć się do prawdy związanej z nią i jej dziedzictwem. Niestety, nie mieliśmy zbyt dużo informacji na temat Emilie. Wynikało to z faktu, że odmówiła współpracy z Thomasem Keneallym, kiedy ten pracował nad książką o Schindlerze. Gdy Thomas pisał do niej listy, mieszkała w Buenos Aires i klepała biedę. Wspierały ją żydowskie organizacje i wydaje mi się, że nie chciała wracać do historii życia jej zmarłego męża. Niewykluczone, że zaskoczyło ją, że australijski pisarz chce opowiedzieć o ich losach. Możliwe także, że po prostu nie interesował ją rozgłos. W tej sytuacji Keneally był zmuszony pracować nad książką bez informacji zebranych od jednego z kluczowych uczestników wydarzeń. Poldek Pfefferberg przekonał go jednak, żeby został w Los Angeles i skupił się na tej opowieści, bo powstanie z niej wielki film. Ta historia w znacznej części została oparta na punkcie widzenia Poldka, ale też na wywiadach i informacjach zebranych przez Keneally’ego. Wydaje mi się, że dopiero kiedy „Lista Schindlera” odniosła wielki sukces, Emille Schindler zrozumiała, że popełniła błąd.
Jak przygotowywała się pani do zagrania tej roli?
Otrzymałam dostęp do niemieckich filmów dokumentalnych, w których się wypowiadała. Dało mi to możliwość przyjrzenia się kobiecie, która niby była niska, ale wciąż miała wielką siłę charakteru i ogień. Okazało się to bardzo pomocne. Akurat kończyłam grać we francuskim filmie wojennym „Les Pepees de diamants”, którego akcja rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej. W związku z tym dużo czytałam o tamtych czasach; o tym, jak ubierali się wówczas ludzie i co odczuwali. Starałam się też dowiedzieć jak najwięcej o Emilie Schindler, która urodziła się w gminie Maletin i była Czeszką. Jako Angielka już wcześniej miałam świadomość tego, co w tamtych czasach miało miejsce. Chodziło tylko o uzupełnienie i usystematyzowanie mojej wiedzy. Jednocześnie moje zadanie polegało na tym, by dochować wierności scenariuszowi. Nawet jeśli gra się prawdziwą osobę, to równolegle portretuje się postać ze scenariusza. Trzeba więc być fair w stosunku do scenarzysty i wizji Stevena Spielberga. Z jednej strony chciałam jak najmocniej zagłębić się w moją bohaterkę i odkryć, kim była, z drugiej musiałam pozostać wierna tekstowi zapisanemu w scenariuszu. Sprowadza się to do odnalezienia kompromisu i równowagi.
004CHA_Caroline_Goodall_004
Problem polegał na tym, że Emilie Schindler krytykowała film i miała Spielbergowi za złe sposób, w jaki pokazał jej relację z Oskarem, który nie był jej wierny.
Skoro  najpierw odmówiła Keneally’owi, a potem Stevenowi, to nie uważam, by miała prawa do krytykowania „Listy Schindlera”, chociaż bardziej przyczyniła się do ratowania Żydów, niż to pokazano w filmie. Była osobą niezwykłą. Musimy jednak spojrzeć na to wszystko przez pryzmat sposobu, w jaki ta historia została opowiedziana. Traktuje ona o trzech mężczyznach. W jej środku znajduje się Oskar Schindler, będący esencją antybohatera. To zwykły człowiek z ogromnymi ambicjami, który chce się dorobić wielkiego majątku. Jest też czarny charakter, czyli Amon Göth i dobra osoba, grana przez Bena Kingsleya. Relacje między dobrym a złym, którzy próbują sprowadzić Schindlera na swoją stronę, to schemat charakterystyczny dla filmów tego wielkiego reżysera. Moim zdaniem właśnie o tym traktuje ta produkcja.  Wokół tego wątku umieszczono opowieść o człowieku ratującym Żydów. Spielberga bardzo interesował wewnętrzny konflikt i dynamika postaci, która zrobiła coś niesamowicie dobrego. W podobnym klimacie utrzymany jest film „Lincoln”, traktujący o walce o zniesienie niewolnictwa. Człowiek zmagający się z moralnością przewija się przez większość jego produkcji, łącznie z „Indianą Jonesem”.
Wracając do Emille, spotkałam ją w Jerozolimie pod koniec zdjęć do filmu. Była trochę pijana i następnego dnia nie czuła się najlepiej. Myślę, że to było dla niej wielkie przeżycie. Nigdy nie odwiedziła grobu swojego męża. Ich relacje były bardzo skomplikowane, więc myślenie o nim sprawiało jej ból. Musiała oglądać go jako niemal świętego, tymczasem pamiętajmy, że traktował ją naprawdę źle. Jako prywatna osoba nie chciała mówić o tych wszystkich problemach. W dzisiejszych czasach ludzie z przyjemnością o sobie mówią, używając do tego różnych platform takich jak Youtube, Facebook czy Twitter, natomiast mentalność jej pokolenia była zupełnie inna.
Uważam, że Emille odczuwała nie tyle gniew, co rozczarowanie. W czasie nowojorskiej premiery „Listy Schindlera” siedziałyśmy obok siebie i to był dla mnie zaszczyt. Co prawda nie mówiłam po niemiecku i hiszpańsku, a ona nie porozumiewała się po angielsku i francusku, ale mimo to mile spędziłyśmy ze sobą czas. Nie jest łatwo patrzeć na siebie na ekranie, jednak była dla mnie bardzo miła. Podziękowała mi za tę rolę, mówiąc, że chociaż jestem od niej wyższa, to oddałam esencję tego, kim była. Zależało mi na pokazaniu kogoś, kto kochał swojego męża mimo konfliktów i świadomości, że był kobieciarzem. Niezależnie od tego ważne było dla niej, by odłożyć to na bok i podkreślić, że trwa wojna. Że nie będzie przekładać swojego prywatnego życia i wierności męża nad znacznie ważniejszą sprawę, to znaczy zrobienia wszystkiego, co w jej mocy, by uratować jak najwięcej ludzi i przetrwać. To był wyjątkowy okres. Ludzie żyli ze świadomością, że mogą umrzeć następnego dnia. Odnoszę wrażenie, że współczesna obsesja wokół niewierności Schindlera jest znakiem naszych czasów. Nie sądzę, by specjalnie przejmowano się tym podczas drugiej wojny światowej. Ludzi martwiły wówczas ważniejsze rzeczy.
still-of-caroline-goodall-in-cliffhanger-1993
Steven Spielberg nakręcił podobno więcej scen z pani udziałem, ale ostatecznie nie weszły one do filmu.
Chodzi między innymi o spory fragment bardzo ważnej sceny, w której znajdujemy w pociągu zamarznięte ciała. Było też więcej fragmentów w drugim obozie, chociażby sceny medyczne. Jestem wdzięczna Stevenowi za to, że zachował kilka scen, które są, moim zdaniem, istotne. Mam na myśli prozaiczne momenty dotyczące związku Emilie z Schindlerem. Nigdy nie wiadomo, co ostatecznie wejdzie do filmu. Często aktorzy wiele wnoszą do ról, które odgrywają. Dany fragment na papierze może ci się wydawać krótki czy mało istotny, jednak potem uświadamiasz sobie, że to jest niesamowite i musisz dać z siebie wszystko. Reszta zależy od reżysera, bo to jego film i jego wizja.
Jak wspomina pani pobyt w Polsce i Krakowie?
To było niesamowite przeżycie. Czułam się wyróżniona, ponieważ zdjęcia kręciliśmy w wyjątkowym dla Polski okresie. Na początku lat dziewięćdziesiątych twój kraj uniezależniał się od dominacji Związku Radzieckiego. Rodziła się demokracja, a Kraków wyglądał przepięknie; był niemal pusty w tym sensie, że nie przeludniony turystami. Posiłki spożywaliśmy w jednym konkretnym miejscu, żywiąc się polskim jedzeniem. Krakowski rynek nie został jeszcze zdominowany przez drogie sklepy z ubraniami z Włoch i innych krajów tak, jak to ma miejsce teraz. Nie zmienia to faktu, że miasto zachowało magię i urok. Jednakże w pamięci pozostała mi jedna nieprzyjemna rzecz. Chodzi o antysemityzm, z którym stykaliśmy się przy wielu okazjach. Tego typu komentarze bardzo nas oburzały. Zwłaszcza, że w Polsce wciąż żyje mniejszość żydowska.
Pamiętajmy, że jest wielka różnica między byciem Zionistami a Żydami. Niestety, na świecie panuje tendencja do zabierania zbyt często głosu odnośnie spraw Izraela i Żydów. Upycha się to do jednego worka. Podobnie jak problemy z Palestyną. Inna sprawa, że w czasie drugiej wojny światowej terroryzowano nie tylko Żydów, ale też innych ludzi. Owszem, najwięcej ucierpiało obywateli żydowskich, ale dlatego, że stanowili wielką ekonomiczną siłę, a Hitler potrzebował pieniędzy, żeby wcielić w życie swoje militarystyczne plany. Dlatego skoncentrował się na grupie ludzi mających władzę i dostęp do kont bankowych.
Niezależnie od tego kocham Kraków i polską gościnność. W czasie zdjęć wiedzieliśmy, że prawdopodobnie będą o nas pisać w podręcznikach do historii. Naprawdę czułam się więc wyróżniona.
Pamięta pani jakieś anegdoty z planu?
Najbardziej zapadła mi w pamięć Basia. To polska aktorka o żydowskich korzeniach żyjąca w Los Angeles. Na planie sadziła różne kwiaty, w ramach przygotowań do dużej sceny z wieloma aktorami. W pewnym momencie Steven poprosił ją, by przestała. Ta drobna i twarda kobieta była niesamowita. Spielberg nakrzyczał na nią, żeby sobie poszła, bo chciał zacząć zdjęcia, a ona zrobiła coś, czego nigdy nie zapomnę. Odparła na to: „Steven, jestem jedyną polską żydówką na tym planie. Ten film traktuje o polskich Żydach, a ty mówisz mi, żebym się pospieszyła?!”(Śmiech).Odpowiedział: „Basiu, masz absolutną rację, poświęć na to tyle czasu, ile tylko chcesz”. Niesamowicie ją kochaliśmy. Ona i jej mąż byli fantastyczni.
Nie zawsze było jednak tak wesoło. Pamiętam również historię związaną z niemieckim aktorem, który bardzo chciał zagrać u Spielberga. Brał udział w paskudnej scenie, w której bohaterowie chodzili nago po śniegu w czasie ogromnej zimnicy. Jako Niemiec grał oficera SS i w pewnym momencie rzucił swoją czapką o ziemię i powiedział, że nie może tego zagrać. „Zależało mi na pracy ze Spielbergiem, w Berlinie wcielałem się w Hamleta, ale ta scena jest dla mnie zbyt bolesna”- wyjaśnił.
W filmie wzięło też udział mnóstwo izraelskich aktorów, którzy brylowali w wielogodzinnych dyskusjach o polityce, chociażby w trakcie śniadań. Kłócili się nieustannie. Żartowaliśmy, że jeśli w jednym pokoju umieści się dwóch Izraelczyków, to będzie się miało dziesięć opinii. Żyliśmy w innym świecie, w którym przeszłość spotykała się z teraźniejszością. Aktor zawsze marzy o roli w takim filmie, który robi różnice i czyni cię dumnym z udziału w tym projekcie. To miłe, że kiedy moje dzieci patrzą na włoskie podręczniki do historii, przy drugiej wojnie światowej są zdjęcia z „Listy Schindlera”. Człowiek odczuwa, że zrobił coś ważnego dla przyszłych pokoleń.
Jakie dokładnie tematy polityczne poruszano w trakcie burzliwych śniadań?
A jak myślisz? (Śmiech). Izraelczycy wywodzą się z różnych miejsc i stąd w dużej mierze bierze się ta polaryzacja opinii. Często charakteryzuje ich odmienne spojrzenie na ortodoksję. Obok tych ortodoksyjnych Żydów są też zwolennicy sekularyzacji. Ci pierwsi uważają, że ich społeczeństwo powinno być całkowicie podporządkowane religii, a przecież nie jest ono religijne, tylko sekularne. Nie brakowało także różnych sporów na temat Holokaustu, Polski i zastanawiania się, co by było gdyby.
A propos kontrowersji. Zagrała pani w kontrowersyjnym filmie „Nimfomanka” Larsa von Triera. Proszę coś o tym opowiedzieć.
Jeśli miałabym być szczera, to spędziłam na planie tylko kilka dni. Obsada robi wrażanie, a Lars jest niesamowity. Uwielbiam jego poczucie humoru. To typ filmowca, który pracuje bardzo szybko i kocha improwizować, co bardzo mi odpowiada. Jest otwarty na sugestie i różne propozycje. Od aktorów wymaga, by wczuli się w swoje postaci, a potem rozpoczyna zdjęcia i pozwala ci grać. To cudowne. Miałam dużą scenę z Charlotte Gainsbourg. Zapewniam cię, że nie rozebrałam się i nie miałam sceny z uprawianiem seksu. Zagrałam psychologa (śmiech), który analizuje ją i jej problemy. Muszę przyznać, że scenariusz jest fantastyczny. Czyta się go jak książkę i zawiera w sobie wielu barwnych bohaterów. To dla mnie zaszczyt, że mogłam pracować z tak wspaniałym filmowcem jak Lars. Wiem, że powiedział kilka kontrowersyjnych rzeczy, ale traktuję go przede wszystkim jako reżysera, mojego kolegę i jokera.
Lista Schindlera
Wystąpiła też pani ostatnio w melodramacie „The Third Person” Paula Haggisa.
Podobnie jak von Trier to nie tylko reżyser, ale też scenarzysta. Spod jego pióra wyszła długa historia miłosna. To ciekawe, że dostał pieniądze na zatrudnienie mnóstwa aktorów, którzy pojawili się na planie tylko na około dwa, trzy dni. Jednocześnie aktorzy nie uczestniczyli w tym projekcie dla pieniędzy, tylko dla świetnie napisanej opowieści. Przy tym projekcie miałam okazję pracować z Jamesem Franco, Milą Kunis i z Liamem Neesonem. Z tym ostatnim spotkałam się po raz pierwszy od kilku lat i wspominaliśmy dawne czasy.
Wraca pani do oglądania „Listy Schindlera”?  
Jakiś rok temu obejrzałam ją o godzinie czternastej w telewizji Sky. Generalnie nie lubię wracać do projektów, w których uczestniczyłam, bo to część mojej przeszłości. Czasem bywa to bolesne. Oglądałam ten film w samotności, co też rzadko robię, i doszłam do wniosku, że wciąż kryje się w nim ta sama moc i ten sam uniwersalizm.”Lista…” okazała się wciąż być równie wielka, jak ją zapamiętałam.

Lista Schindlera
Jak odebrała pani „Pianistę” Romana Polańskiego?
Kocham tę produkcję. To historia opowiadana z punktu widzenia kogoś, kto tam był i to przeżył. Roman miał wtedy trzy lata. Był małym chłopcem, który musiał uciekać i walczyć o zdobycie chleba. Myślę, że każda osoba ma prawo do opowiadania historii, która w jakiś sposób ją ukształtowała. Jestem natomiast przeciwna porównywaniu do siebie reżyserów, bo każdego z nich charakteryzuje subiektywne spojrzenie na kino i własna wizja. Nie można powiedzieć, że punkt widzenia danej osoby na Holokaust jest bliższy prawdy czy ważniejszy. Stevena Spielberga inaczej ukształtowało to, że wychował się w innym kraju i charakteryzuje go inny styl. Ma nosa do superprodukcji; wie, co podoba się widzom i jak daleko może się posunąć. Z kolei Polański nigdy nie pozbędzie się traumy związanej z tamtymi wydarzeniami.
Podobno Spielberg zaproponował Polańskiemu wyreżyserowanie tego filmu, ale polski filmowiec mu odmówił.
Słyszałam, że pierwotnie reżyserem miał być Martin Scorsese i pracował nad scenariuszem, ale jego wizja nie spodobała się Spielbergowi, ponieważ reżyser „Taksówkarza” koncentrował się na postaci Amona Gotha.
Co sądzi pani o filmach o wojnie i Holokauście? 
Zrobienie filmu o takiej tematyce to zawsze spore wyzwanie. Kiedy Spielberg zabierał się za kręcenie „Listy Schindlera”, jego żydowscy koledzy z wytwórni filmowych mówili mu, żeby nie podejmował tego wyzwania, bo nikogo to nie zainteresuje. On jednak odparł, że wyreżyseruje ten film i zrobi to w siedemdziesiąt pięć dni, co było dla niego bardzo krótkim okresem. Kiedy razem kręciliśmy film „Hook”, zajęło nam to jakieś sto dwadzieścia dni. Steven dodał ,że wyreżyseruje „Listę…” na czarno-białej taśmie i z tanią ekipą, opartą na mieszkańcach Polski. Po raz pierwszy pracował z Januszem Kamińskim, z którym jego współpraca trwa po dziś dzień. Ta produkcja powstawała w bardzo szybkim tempie.
Jeżeli zaś chodzi o filmy podejmujące temat Holokaustu, to kiedy reżyserzy zabierają się za ich tworzenie, przeważnie przyjmują punkt widzenia dziecka. Miało to miejsce przykładowo we włoskim filmie „Życie jest piękne”, ale to zupełnie inna historia. Podkreślę raz jeszcze, że książka napisana przez Keneally’a to świetny materiał na film. Uratowanie jednego ludzkiego życia jest w niej równoznaczne z uratowaniem świata. To historia o odpowiedzialności i o tym, że nawet jedna osoba robi różnice i może być wyjątkowa. Często wydaje nam się, że w pojedynkę nie jesteśmy w stanie nic zdziałać i niczego zmienić, a to nieprawda.
[Rozmawiał: Michał Hernes]
źródło:http://stopklatka.pl/news/oskar-schindler-nie-byl-swiety

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com