12ewew        

Reżyser „Alp”: Aktorów szukam na ulicy

By  |  0 Comments
Giorgos Lanthimos
Kultowy reżyser
Szukamy najbardziej zaskakujących pomysłów

alpies movie

-Mnie zawsze chodzi o pokazanie widzom czegoś, czego nigdy wcześniej w kinie nie widzieli- mówi Giorgos Lanthimos, reżyser kultowego „Kła”, który 26 lutego zostanie pokazany we wrocławskim Kinie Nowe Horyzonty w cyklu „Między słowami. Filmowe spotkania psychoanalityczne.

Kino Nowe Horyzonty wraz z Dolnośląskim Kołem Naukowym Psychoterapii Psychoanalitycznej organizuje cykl projekcji filmowych „Między słowami. Filmowe spotkania psychoanalityczne”. Do udziału w nim zapraszamy zarówno publiczność, jak i gości: filmoznawców, filozofów, kulturoznawców oraz praktyków psychoanalizy. Zachęcamy wszystkich zainteresowanych do wspólnego spoglądania na film z różnych perspektyw, analizowania, poszukiwania nowych znaczeń. Film, podobnie jak marzenie senne, oprócz jawnej treści, zawiera w sobie także tę ukrytą, zawartą pomiędzy słowami, obrazami.

„Kieł” zostanie pokazany w czwartek 26. Lutego o godzinie 20:00. Gościem pokazu będzie psychoterapeutka psychoanalityczna, Edyta Karolczyk.

alpeis

Giorgos Lanthimos opowiada o swoich filmach „Alpy” i „Kieł”, a także o tajemniczym amerykańskim projekcie „The Lobster”, w którym zagrają Rachel Weisz, Lea Seydoux i Colin Farrell.

Zgadza się pan z tezą, że „Alpy” opowiadają o uprawianiu swego rodzaju prostytucji?

Myślę, że każdy z moich filmów opowiada o wszystkim i można je różnie interpretować. Dlatego nie zdziwią mnie opinie, że chodzi w nich o prostytucję, aktorstwo lub nawet piłkę nożną. Po to kręcimy je w ten sposób, by zostawić jak największe pole do spekulacji.

alpies movieNa planie pana filmów aktorzy spotykają się z naturszczykami.

Zgadza się. Sam zagrałem w „Attenbergu„, jednak aktorem się nie czuję. Mówiąc szczerze, właśnie dlatego zaangażowano mnie do tej roli. Moim zdaniem bardzo ciekawe jest, gdy na planie amatorzy spotykają się z profesjonalistami, ponieważ nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie. Obie strony nie wiedzą, czego się po sobie spodziewać. Tworzy to niesamowitą atmosferę. Co prawda organizuję castingi, ale zaraz potem rozmawiam o rolach z moimi przyjaciółmi, o których wiem, że pasują do mojej koncepcji i mogliby się w niej sprawdzić. Poza tym moi asystenci zachowują czujność i szukają odpowiednich osób na ulicy. Nagrywamy ich wszystkich, potem rozmawiamy z nimi i, jeśli pasują, przechodzimy do odgrywania scenek. Po dokonaniu ostatecznej selekcji próbuję zapanować nad tą kombinacją.

Tytułowa firma z „Alp” to bardzo nietypowy biznes. Jej pracownicy odgrywają role zmarłych osób przed ich bliskimi, by zneutralizować ból po ich utracie. Nowy sposób na radzenie sobie ze śmiercią?

To jedynie punkt wyjścia. Bardziej interesowało mnie sportretowanie sposobu, w jaki ludzie zachowują się w sytuacjach codziennych. Chodzi o normalne życie, bez myślenia o utracie kogoś bliskiego. Lubię też wychodzić naprzeciw patriarchalnemu i stereotypowemu myśleniu o płciach, portretując twarde kobiety, które przełamują bariery i konwenanse.


maxresdefault

Formalnie „Alpy” są bardzo podobne do „Kła„, pana poprzedniego filmu. Są jego kontynuacją?

Nie, dla mnie to raczej przeciwieństwo „Kła”.

Dlaczego?

Główna bohaterka, którą zagrała ta sama aktorka, odbywa podróż w zupełnie innym kierunku. Mój poprzedni film opowiada o próbie wydostania się na wolność, tymczasem w najnowszym celem bohaterki jest próba wejścia w relację rodzinną i nawet dosłownie – do domu. Nie mam pojęcia, jaki będzie dalszy ciąg tej podróży. Są ludzie, którzy zarzucają mi, że opowiadam o nieludzkich relacjach, ale odnoszę wrażenie, że sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. W moich produkcjach przemoc spotyka się z humorem. Mieszamy ze sobą różne style, nakładając je na siebie w najmniej spodziewanych momentach. Tak, żeby widz nie był pewien, co ogląda i o co tu chodzi. By nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Jak w życiu, które jest przecież nieprzewidywalne. Niektórzy twierdzą, że moje filmy są zimne, jednak kompletnie się z tym nie zgadzam. Jest w nich dużo poczucia humoru i różnego rodzaju emocji.

Podobno improwizuje pan na planie.

Scenariusze piszę wspólnie z Efthymisem Filippou i są one bardzo precyzyjne, ale w czasie zdjęć pozwalamy sobie na improwizowanie. Jeśli mamy czas, kręcimy więcej scen niż znajduje się w scenariuszu i potem analizujemy, które są najlepsze. Tak było z fragmentem „Kła”, w którym bohaterka wybija swój ząb, żeby wydostać się na wolność. Tworząc tę scenę, szukaliśmy najbardziej szalonego pomysłu. Zastanawialiśmy się, do czego, w mniemaniu jej rodziców, nie mogłaby się posunąć, żeby uciec.

Mnie zawsze chodzi o pokazanie widzom czegoś, czego nigdy wcześniej w kinie nie widzieli. Choć uwielbiam filmy Bressona, Cassavetesa, Godarda i Bunuela, nie inspiruję się nimi, bo to nie miałoby sensu. Celem jest totalne zaskoczenie widza. Przykładowo teraz pracuję nad produkcją zawierającą w sobie elementy fantastyki naukowej i fantasy, ale za wcześnie, by powiedzieć coś więcej. Przystępując do każdego projektu, mam świadomość, że zaczynam praktycznie od zera.

alpiesNie uważa pan, że firma, w której pracuje bohaterka „Alp”, to dobry pomysł na biznes w czasach kryzysu, gdy rośnie liczba samobójstw?

(Śmiech) Całkiem możliwe, nie zastanawiałem się nad tym. Pamiętajmy jednak, że śmierć towarzyszy nam niezależnie od kryzysów, więc jeśli ktoś otworzy taką działalność, zawsze zarobi nam tym dobre pieniądze.

Rozmawiał: Michał Hernes
http://stopklatka.pl/wywiady/-/12440848,rezyser-alp-aktorow-szukam-na-ulicy

 

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com