12ewew        

Skąd wzięła się moda na masowe samobójstwa wśród młodzieży? (Wywiad)

By  |  0 Comments

 

Dlaczego młodzi mieszkańcy jednego z walijskich miasteczek masowo popełniają samobójstwa?

Czy filmy są w stanie coś zmienić i przynieść odpowiedzi na trudne pytania? Odpowiedzi udziela reżyser Jeppe Rønde.

„Tajemnice Bridgend”

Michał Hernes: w filmie „Tajemnice Bridgend” zadajesz wielkie pytanie dotyczącego tego, dlaczego ludzie popełniają samobójstwa, ale nie udzielasz na nie odpowiedzi.

poster-bridgend1-560x380

Jeppe Rønde: nigdy nie dowiemy się, jaki jest sens życia i śmierci.

Skąd wziął się taki, a nie inny temat filmu?

Albert Camus napisał w „Micie Syzyfa”, że jest tylko jeden prawdziwie poważny filozoficzny problem: samobójstwo. Niestety, to bardzo bliska mi tematyka i dlatego musiałem się w nią zagłębić. Często pytam sam siebie: „czemu wstaję rano z łóżka i jaki jest sens tego wszystkiego?”.

Czym w takim razie jest dla ciebie robienie filmów?

Bridgend-3

Częścią mojego życia. Narracja to zaś poszukiwanie sensu i tworzenie go. Nie wybrałem bycia artystą.

Czy odczuwasz głód życia?

Owszem, któż go nie odczuwa?

Jak dowiedziałeś się o historii, która stała się inspiracją dla „Tajemnic Bridgend”?

27 stycznia 2008 roku przeczytałem mały artykuł w duńskiej gazecie, dotyczący ośmiu powiązanych ze sobą samobójstw. Wszyscy ci młodzi ludzie powiesili się, spekulowano więc, że to kult samobójczych śmierci i że te osoby zgadały się ze sobą przez internet. Przeczytawszy o tym, zdecydowałem się pojechać do Walii, gdzie to się wydarzyło. W Bridgend zależało mi na spotkaniach z miejscową ludnością, przede wszystkim z młodzieżą i dzieciakami, ale też z rodzicami, dziadkami, politykami i całą resztą. Chciałem się jednak skoncentrować na nastolatkach.

BRIDGEND_Stills_TIFF-16bit_0077758

Łatwo było do nich dotrzeć i zyskać ich zaufanie?

Nie, ponieważ w okolicy kręciło się sporo dziennikarzy i innych ludzi, szukających taniej sensacji. Mimo to zyskałem ich zaufanie. Odnoszę wrażenie, że wynika to z faktu, że charakteryzuje mnie podobna wrażliwość.

Wspominałeś o mediach, które zrobiły z tego wydarzenia niezły spektakl.

Wszyscy eksperci podkreślają, jak ważne jest, by mówić o samobójstwach, a nie zamiatać je pod dywan. Problem stanowią natomiast tabloidy, epatujące obrzydliwymi nagłówkami i zdjęciami młodych samobójców. Nie powinno się o tym mówić w ten sposób. Dla porównania nie brakowało bardzo dobrych artykułów w innych gazetach, a także audycji radiowych. Ja zrobiłem zaś film. Wszystko to pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego takie wydarzenia mają miejsce.

Czy wielkim wyzwaniem jest opowiedzenie historii z punktu widzenia nastolatka?

To przecież ludzka istota. Czym różni się od dorosłych?

Bridgend_web_2

Na główną bohaterkę swojego filmu wybrałeś niewinną dziewczynę, która przybywa do tego miasteczka z zewnątrz.

W poszukiwaniu materiałów spędziłem tam sześć lat. Wszyscy bohaterowie „Tajemnic Bridgend” są zainspirowani prawdziwymi mieszkańcami tego miasteczka. Zdecydowałem się na tę dziewczynę, bo początkowo sam odczuwałem wyobcowanie. Jednocześnie jest ona reprezentantem widowni.

Jak przebiegał proces wybierania aktorów?

Przez półtora roku organizowaliśmy castingi w okolicy i znaleźliśmy chłopaka, który miał zagrać główną rolę. Jego najlepszy przyjaciel się jednak powiesił, musieliśmy więc zakończyć współpracę. Właśnie dlatego postanowiłem, że w poszukiwaniach głównej bohaterki musimy wyruszyć do Londynu. Do głównych ról zaangażowaliśmy ludzi z zewnątrz, a do pozostałych- mieszkańców Bridgend. Kiedy rozmawiałem z aktorami, podkreślałem, że nie muszą być precyzyjni w wygłaszaniu swoich kwestii; grunt, żeby zachowali sens tych wypowiedzi.

Jakie było największe wyzwanie w pisaniu scenariusza do tego filmu?

Moralny aspekt całej sprawy, czyli to, jak blisko możemy się posunąć, żeby zbudować właściwą historię. Trudność polegała na tym, że nie znamy odpowiedzi. Artyści nie są od tego, by ich udzielać, to rola dziennikarzy. My zadajemy pytania. Moje zadanie polegało na tym, że zadać te właściwe i ułożyć je tak, by układały się w pytania, które mogliby sobie postawić widzowie.

Czego się dowiedziałeś w czasie prac nad scenariuszem?

Potwierdziło się moje przeczucie, które odczuwałem, mieszkając w Jerozolimie. Przebywałem tam w czasie drugiej Intifady, czyli powstania Palestyńczyków przeciwko izraelskiej okupacji Palestyny. W czasie wojennej religijnych ludzie myślą o sobie w kategoriach „,my”. Nie można się w tym zagubić, to bywa niebezpieczne. W Bridgend naszła mnie identyczna refleksja. Młode osoby chciały być częścią wielkiej grupy; kręciły się po okolicy, nie zawsze wiedząc, gdzie zmierzają. Część z nich była zapewne zaślepiona. Dotyczy to wszystkich ludzi, nie odkryłem niczego nowego. Zaskoczyło mnie jednak, że to, co widziałem w Jerozolimie może też dotyczyć młodych Walijczyków. Z drugiej strony wszyscy odczuwamy potrzebę bycia w większej społeczności, zwłaszcza gdy jesteśmy młodzi i próbujemy odnaleźć swoją tożsamość. Nawet jeśli te grupy są mniejsze, czujemy chęć przyłączenia się do nich.

Bridgend_web_8

To ponura refleksja. Twój film jest smutny, ale też przepiękny, przede wszystkim w warstwie wizualnej.

To dla mnie bardzo ważne i zajęło mi sporo czasu. W moim filmie istotną rolę odgrywa także dźwięk. Kiedy nie ma odpowiedzi, warto jej szukać w warstwie estetycznej. Duński filozof Søren Kierkegaard był zakochany w swojej narzeczonej, ale dopadł go kryzys twórczy. Potrzebował zarówno pisania, jak i miłości. W liście napisał do niej, że poszukuje pytań i zastanawia się nad różnymi wariantami pytania: „dlaczego?”. Oglądając mój najnowszy film, też ciągle dumasz nad tego typu zagadnieniami.

Wracając do Kierkegaarda,  nosił binokle, stał na moście i wypatrywał narzeczonej, rozmyślając nad tym, gdzie może ona być. Jego zdaniem szkło z binokli jest lustrem, ponieważ wskazuje na siebie. Kiedy szukasz odpowiedzi, powinieneś ich szukać w sobie. Jako filmowcy staramy się otworzyć jak najwięcej luster przed widzami, żeby zaczęli myśleć i pytać o siebie i swoje rodziny, a nie o fabułę filmu. Ważną inspiracją jest dla mnie Andriej Tarkowski i jego „Zwierciadło”.

Czym jest dla ciebie kino?

Sztuką inną niż wszystkie, która posługuje się czasem w podobny sposób, jak muzyka, ale operuje też obrazami. To specyficzna i młoda forma sztuki, mająca zaledwie sto dwadzieścia lat i skierowana do mas bardziej niż jakakolwiek z innych form artystycznej działalności. Dzięki temu ma potężną moc, oddziałując na wszystkie nasze zmysły. Robiąc filmy, przez cały czas używam muzyki, dźwięków i obrazów. Moim zdaniem powinniśmy pójść o krok dalej w języku kina.

Kino ma większą moc niż książki?

Wiele zależy od tego, kim jesteś. Jedni wolą literaturę, bo w wyobraźni tworzą własne obrazy. Każdy z nas ma swoją własną prawdę.

Powrócisz do tematów związanych z samobójstwem?

Trudno powiedzieć. Być może zabrzmi to patetycznie, ale wierzę, że to nie ja wybieram tematy, tylko one wybierają mnie.

154162sh

Czy filmy są w stanie zmienić ludzi?

Wiele rzeczy jest w stanie dokonać w ludziach zmian. Wiem natomiast, że mój film zmienił życie jednej osoby. Po ukraińskiej premierze tej produkcji dwie bardzo młode Ukrainki podeszły do mnie z telefonem, bo nie znały angielskiego, ale chciały się ze mną porozumieć, korzystając z Google Translate. Jedna z nich wyznała mi, że miała w planach samobójstwo, jednak po obejrzeniu mojego filmu zdecydowała, że tego nie zrobi. Początkowo zastanawiałem się, czy naprawdę miała to na myśli, bo Google Translate czasem płata figle. Potwierdziła, że właśnie o to jej chodziło. W czasie seansu poczuła, że ktoś rozumie coś, co tkwi w jej wnętrzu, a czego nie potrafiła opisać. O samobójstwie myślała też jej koleżanka. Wciąż jestem z nimi w kontakcie. Wierzę, że różne rzeczy są w stanie zmienić ludzkie życie. Może to być zarówno rozmowa między dwójką ludzi, jak i film. Z radością mogę stwierdzić, że „Tajemnice Bridgend” zrobiły więcej, niż mogłem sobie wymarzyć.

Rozmawiał: Michał Hernes

 

 

 

 

 

 

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com