12ewew        

W Arabii Saudyjskiej prościej być lesbijką. Intrygujący wywiad z fotografem z agencji Magnum

By  |  0 Comments

W Arabii Saudyjskiej prościej być lesbijką

Olivia Arthur

„Arabia Saudyjska zadziwiła mnie tym, że kobieta łatwiej może uwieść tam kobietę niż mężczyznę. Nie twierdzę, że z tego powodu pojawia się w tym kraju więcej lesbijek, ale w takim związku można lepiej funkcjonować”

- mówi angielska fotograf Olivia Arthur, która pracuje dla agencji Magnum.

arabia sudyjska

© Olivia Arthur, Jeddah Diary

Opowiedz proszę, jak trafiłaś do Indii.

Olivia Arthur: Mieszkam w nich od 2003 roku, kiedy to przeniosłam się tam razem z matką i ojcem dyplomatą. Akurat wtedy skończyłam studia i miałam lekkie wątpliwości, czy nie jest za szybko na rozpoczęcie profesjonalnej fotoreporterskiej kariery. Wiedziałam jednak, że w Londynie musiałabym się zmagać z ogromną konkurencją i utrzymanie się w UK z fotografii  mogłoby stanowić dla mnie duży problem. W związku z tym bez wahania wybrałam Indie. Nie ukrywam, że to bardzo skomplikowane państwo.  Komplikacje tworzy jego wielkość, z którą  związana jest różnorodność ludzi i wydarzeń. Trudno mieć więc jedną opinie na temat tego miejsca. Osobiście zawsze staram się szukać czegoś nowego.

Nie jest tajemnicą, że sytuacja kobiet w Indiach w dalszym ciągu jest skomplikowana. Narodziny dziewczynki rzadko są tam powodem do radości, raczej traktowane są jako zło konieczne, o ile w ogóle nie kończy się to aborcją, lub-na terenach wiejskich-morderstwem noworodka. Nawet turystki spotykają się z ignorancją w hotelach czy restauracjach. Czy w trakcie pobytu w tym kraju też doświadczyłaś podobnego traktowania?

Nie, to miejscowe kobiety nie mają tam łatwo. Muszą bardzo ciężko zarabiać na utrzymanie, często spotykając się z upokorzeniami. Jeśli zaś chodzi o mnie, to niebezpiecznie poczułam się w Kaszmirze w 2005 roku. Jechałam autobusem i byłam w drodze z indyjskiego Kaszmiru do jego pakistańskiej części. Razem z innymi dziennikarzami byliśmy świadkami ataku terrorystycznego na jeden z budynków. Przeżyliśmy chwilę grozy i nie chciałabym jeszcze raz czegoś takiego doświadczyć. Jako dziennikarze musieliśmy zrobić materiał i wykonałam robotę, ale nie jestem fotografem wojennym i nie nadaję się do tego.

Współczesne społeczeństwo indyjskie wydaje się być wciąż dość pruderyjne. Zwykłe trzymanie się za ręce na ulicy stanowi obrazę moralności, do niedawna nawet pocałunki w filmach były zakazane. Tobie jednak udało się sfotografować całującą się parę. Jaka jest historia tego zdjęcia?

To bardzo sympatyczna para. Pochodzą z różnych kast i nie wolno im być razem. Mimo to zdecydowali się uciec i żyją w związku małżeńskim. Problem polega na tym, że aby tak się stało, musieli porzucić swoje wcześniejsze życie. Nie ma jednak dla nich znaczenia, jak są odbierani przez innych i że zostali wyklęci. Najważniejsza jest miłość. Nigdy nie spotkałam dwójki osób tak w sobie zakochanych. Mogłabym opowiedzieć jeszcze wiele chwytających za serce historii. W Indiach wszystko obraca się wokół tego, jak na danych ludzi patrzą inni i jak się wzajemnie traktują. W systemie kastowym nie bez znaczenia pozostają relację między biednymi a bogatymi. W pewnej wiosce, znanej z wyjątkowej przemocy wobec kobiet, jedna z pań została paskudnie zraniona przez swojego męża. Wspólnie z nim odprawiała egzorcyzmy, które miały na celu poprawę jej zdrowia i przepędzenie złych duchów. Kiedy weszła w trans, uświadomiłam sobie, że mój aparat nie działa właściwie. Mimo, że zdjęcie się prześwietliło, kapitalnie uchwyciłam klimat tamtej sytuacji. To brzmi paradoksalnie, ale uwielbiam takie paradoksy.

arthur_cover

Olivia Arthur, Jeddah Diary, Fishbar 2012

Czy w trakcie pobytu w Indiach zdarzyło się coś, co Cię rozczarowało, zmieniło Twoje wyobrażenie o tym kraju?

To trudne pytanie. Materiał, nad którym obecnie pracuję, na pewno budzi wiele negatywnych emocji, ale nawet jeśli dana historia wygląda na skomplikowaną, staram się patrzeć na nią bardziej optymistycznie. A wszystko to dzięki wyjątkowym ludziom, o których ona opowiada. Weźmy wspominaną przed chwilą parę. Aktualnie mają dziecko i to niesamowicie inspirujące. Pesymistycznie mogłabym natomiast mówić o swoich wrażeniach związanych z Bliskim Wschodem, ale takie nastawienie mnie nie interesuje! Gdy opowiadam o lesbijkach z Arabii Saudyjskiej, pragnę spojrzeć na nie przyjaźniej. Poza tym nie interesuje mnie same historie, tylko przewrotność życia. Objawia się ona chociażby w zachowania tamtejszych dziewczyn. Chodzi o to, jak się poruszają, tańczą i próbują czerpać z życia możliwie jak najwięcej. O to, jakimi są ludźmi.

Skąd niechęć do koncentrowania się na ludziach i tematach wzbudzających antypatię?

Bo to niełatwe. W Indiach stykam się z mnóstwem takich osób. Nie wiem, jak kogoś takiego sfotografować, ponieważ nie zamierzam być tylko krytyczna. Należy pamiętać, że jeśli nie jesteś jakoś związany z danym człowiekiem, bardzo trudno do niego dotrzeć i w rezultacie zrobić dobre zdjęcie, które trafnie oddałoby sedno tej osoby.

To pomówmy o czymś ekscytującym. Czy fotografowałaś kiedyś obchody indyjskiego święta Diwali?

Tak, całkiem niedawno i muszę przyznać, że to szalone wydarzenie. Głośne i pełne pozytywnej energii. Prowadziłam też warsztaty, w czasie których spotykałam się z wieloma miejscowymi osobami. Każdy z nich miał swoją historię. Natrafiłam tam na człowieka, z którym od dłuższego czasu próbowałam porozmawiać. Przez dwadzieścia siedem lat walczył on o to, by ukończyć studia medyczna. Jako przedstawiciel nizin społecznych nie miał łatwo. Wielokrotnie odchodził z niczym, jednak zawsze wracał. Kosztowało go to sporo nerwów, tymczasem kiedy już może ubiegać się o prace jako lekarz, okazało się, że jest za stary, żeby zatrudniono go w państwowym szpitalu.

Z magazynem Magnum, dla którego pracujesz, współpracuje też żyjący w Delhi Raghu Rai, fotograf doceniony w 1971 roku przez samego Cartier-Bressona. Znacie się?

Poznałam go w Londynie przy okazji wystawy „Kobiety zmieniające Indie”. To było fascynujące przeżycie, na które bardzo długo czekałam. Nie jestem jednak pewna, czy kobiety zmieniają indyjskie państwo. Za to potrafią być silne, silniejsze od mężczyzn i trzeba dawać im szansę.

A jak wygląda sytuacja w Arabii Saudyjskiej?

Tamtejsze panie są, niestety, bardzo naiwne. To młode i szczelnie odgradzane od świata istoty. Najgorsze jest to, że cała ta sytuacja nie wywołuje u nich gniewu. Oczywiście nie brakuje tam kobiet niezadowolonych ze swojej sytuacji, ale znajdują się one zdecydowanie w mniejszości. Zmiana tego stanu rzeczy jest możliwa i wierzę, że w końcu się tak stanie. Pozytywne symptomy można już dostrzec. Arabia to niesamowite połączenie bardzo konserwatywnego społeczeństwa z nowoczesnym. Coraz powszechniejsze są komputery, dostęp do internetu i blackberry. Miejscowi obywatele jakoś znaleźli kompromis, który to umożliwia. Dodatkowo wszyscy interesują się tam fotografią. To trochę szalone, bo z jednej strony chcieliby robić zdjęcia, a z drugiej nie mają ku temu odpowiednich umiejętności. W 2009 roku przez dwa tygodnie prowadziłam warsztaty fotograficzne dla kobiet i jednocześnie mierzyłam się z ich zagubieniem. No i musiałam je poznać, a to wszystko było dla mnie nowe. Pewnego dnia jedna z moich studentek nie przyszła na zajęcia. Zabroniła jej ciotka, ponieważ nie spodobały jej się zdjęcia, które tamta zrobiła swoim kuzynkom. Rzecz jasna straciła swój aparat. Wówczas konserwatywna członkini rodziny wygrała, ale za dziesięć lat to młode społeczeństwo zacznie stawiać sobie i otoczeniu coraz poważniejsze pytania. Nie mówię o rewolucji, ale o dumaniu nad tym, jak to wszystko ze sobą połączyć i pogodzić.

arabka

W albumie „Jeddah Diary” urzeka historia dziewczyn, które poprosiły Cię o zamalowanie ich twarzy, ale… no właśnie. Dopowiedz, proszę, resztę.

Zrobiłam te zdjęcia małym aparatem i od razu usłyszałam, że absolutnie nie wolno mi nikomu ich pokazać, bo gdyby zobaczyły je ich bracia albo ktoś inny z ich rodziny, natychmiast zostałyby ukarane. Zastanawiałam się więc, jak uporać się z tym problemem. Nie zamierzałam wpędzić nikogo w kłopoty, to nie mój styl. W końcu znalazłam kompromis i bardzo im się spodobał, chociaż ubolewały nad tym, że na fotografiach tak słabo widać ich oczy. W tej zabawnej anegdotce można dostrzec pewne rozdarcie i brak satysfakcji. Takich dylematów jest coraz więcej i nie pozostaną w zawieszeniu. Z drugiej strony zdarzały się sytuacje, gdy kobieta krzyczała na mnie na ulicy, choć wcale nie zamierzałam zrobić jej zdjęcia.

Spotykałaś tam również lesbijki.

Co prawda na jednej z moich fotografii widać dwie całujące się dziewczyny, ale zgrywały się tylko, to był rodzaj gry. Nie zmienia to faktu, że w Arabii Saudyjskiej kobieta łatwiej może uwieść kobietę niż mężczyznę. Nie twierdzę, że z tego powodu w tym kraju pojawia się więcej lesbijek, ale w takim związku można lepiej funkcjonować. Dlatego widziałam tam więcej takich par, niż męsko-damskich. Nie zawsze łatwo było mi tam robić zdjęcia. Przykładowo, gdy szłam na imprezę i wyciągałam aparat, nagle słyszałam: „Co ty wyprawiasz?”. Na szczęście bronili mnie znajomi, którzy mówili: „Spokojnie, ona jest z nami i nie pokaże waszych twarzy”. Z drugiej strony sporo osób się w związku z tym stresowało. Tymczasem moja filozofia pracy polega na tym, by zbliżać się do ludzi i spędzać z nimi możliwie jak najwięcej czasu. Chodzi o to, by zapomnieli, że jest wokół nich ktoś obcy i przestali się krępować. Bym stała się jedną z nich. Dzięki temu mogę na spokojnie robić zdjęcia.

Rozmawiali: 

Justyna Surma i Michał Hernes

 Hiro Free.

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com