12ewew        

„W drodze do Jah”, Intrygujący dokument o Jamajce i reggae. Rozmawiamy z twórcą

By  |  0 Comments

Intrygujący dokument o Jamajce i reggae.

„W drodze do Jah”

Rozmawiamy z twórcą.

 

Jurney to JAH

„W drodze do Jah”

-Muzyka odgrywa na Jamajce naprawdę istotną rolę; ludzie przy jej pomocy się ze sobą komunikują-

mówi specjalnie dla SHEMAG.pl Noël Dernesch. Reżyser muzycznego dokumentu „W drodze do Jah”, który można było oglądać w czasie ubiegłorocznej edycji wrocławskiego festiwalu Planete+Doc.

Michał Hernes: Bob Marley powiedział kiedyś, że w muzyce dobre jest to, że jak cię uderzy, nie czujesz bólu.

Noël Dernesch: To ma sens. Muzyka odgrywa na Jamajce naprawdę istotną rolę; ludzie przy jej pomocy się ze sobą komunikują. Piosenki zahaczają o tematykę polityczną i społeczną.

W drodze do JAH

Właśnie dlatego postanowiłeś zrealizować film dokumentalny właśnie w tym miejscu?

Mówiąc szczerze nie jestem fanem reggae. Filmy robię z moim współpracownikiem, Mortizem Springerem, to on interesuje się reggae i Ruchem Rastafari. Mortiz patrzył więc na całą sprawę od wewnątrz, a ja od zewnątrz, co dało nam świetną mieszankę. Obaj sporo się od siebie nauczyliśmy.

W drodze do Jah_2

Czego się od niego nauczyłeś?

Wszystkiego o Ruchu Rastafari i reggae. Chodzi zarówno o podstawowe informacje, jak i o ich historię.

Był więc dla Ciebie niczym nauczyciel.

Dokładnie.

A czego się nauczył od Ciebie?

Jestem bardzo otwarty na innych ludzi i uświadomiłem mu, jak to jest istotne. Nauczyłem go też technik kręcenia filmów.

Co najbardziej zaskoczyło Cię w Jamajce i tej muzyce?

Myślę, że najbardziej zaskakujące było to, że kręcenie tego filmu zajęło nam aż siedem lat. To była długa i niełatwa podróż. Trafialiśmy na wiele przeszkód, chociażby w postaci barier finansowych. Cieszę się więc, że udało się nam ukończyć tę produkcję.

W drodze do Jah_1

Może nie ma tego złego i tak długi okres czasu przyczynił się do wzbogacenia Waszego filmu dokumentalnego?

Oczywiście, to ma plusy i minusy. Gdy wybierasz się do jamajskiego getta, nie możesz tam po prostu wejść i nakręcić materiał. Musisz spędzić w nim więcej czasu, zdobywając zaufanie miejscowych ludzi. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi i byliśmy z nimi naprawdę blisko.

Jak się do nich zbliżyć i zdobyć ich zaufanie?

Co prawda żyją w wielkiej biedzie, ale mają te same marzenia co my. Praca z nimi była ekscytująca, bo z jednej strony toczą nieustanną walkę, a z drugiej przyjmowali nas w swoich domach i dzielili się z nami jedzeniem. Szanuję ich, bo nie mają łatwo.

Na szczęście mają muzykę. To pomaga?

Owszem, ale jeśli nie masz jedzenia, to muzyka schodzi na dalszy plan.

W drodze do Jah

„W drodze do Jah”

Mimo to odgrywa w Twoim filmie bardzo istotną rolę.

To prawda. Dzięki niej można się dzielić swoimi emocjami. Muzyka jest niczym samochód, w którym podróżujesz przez ten film. Na pierwszym miejscu znajdują się jednak ludzie, a nie muzyka.

Czego się od nich nauczyłeś?

Bardzo dużo. Gdy zanurzasz się w inną kulturę, zawsze odkrywasz coś nowego. Pozwala ci to spojrzeć na pewne sprawy z innego punktu widzenia. W naszym filmie padają naprawdę ważne pytania- kim jesteśmy i jakie jest nasze przeznaczenie?

Dlatego w filmie rozmawiacie nie tylko z ludźmi z gett, ale też z ludźmi nauki, takimi jak chociażby profesor Carolyn Copper.

Jest niesamowita i odgrywa w naszym dokumencie bardzo istotną rolę. Patrzy na całą sprawę z intelektualnego punktu widzenia, prezentując zupełnie inne spojrzenie. Jej sposób myślenia bardzo zaskoczył mnie, czyli osobę z zewnątrz, Europejczyka.

Pogadajmy o muzyce. W orbicie Waszych zainteresowań nie był Bob Marley, tylko muzyka bardziej współczesna.

Czymś ciekawym było obserwowanie, jak Alborosi i Gentelmen tworzą piosenkę „W drodze do Jah”. Chodzi o przypatrywanie się ich wspólnej pracy i temu, jak testowali różne rytmy. Uwielbiam Rough Reggae.

Porozmawiajmy o muzyce jako o środku komunikacji.

Reggae od zawsze było związane z ruchami politycznymi. W przeszłości nawet bardziej niż obecnie. Obecnie teksty piosenek ulegają zmianie, stają się bardziej dyskotekowe. Opowiadają o wielkich samochodach i pięknych dziewczynach.  Jednocześnie muzyka jest zwierciadłem aktualnych wydarzeń. Owszem, wielu muzyków deprecjonuje teksty piosenek, ale Alborosi i Gentelmen przywiązują do nich dużą wagę. Starają się szukać nowych dróg.

Czy uważasz, że muzyka jest w stanie coś zmienić?

Tak, uważam, że jest wielką wycieczką, która potrafi oddziaływać na ludzkie emocje. Patrząc w przeszłość, można znaleźć na to wiele dowodów.

Jakich?

Na przykład Beatlesów, Rolling Stones, Michaela Jacksona, ale też muzykę klasyczną, chociażby Pavarottiego. Ci muzycy mają bądź mieli wielki wpływ na ludzi.

Jaka muzyka ma największy wpływ na Ciebie?

Wszystko zależy od mojego aktualnego nastroju. Czasami jestem w nastroju na hip hop bądź rap, a innego dnia w bardziej popowym. Jak wspominałem, nie jestem fanem reggae.

Ale muzyka Cię nie zmieniła.

Czy zmieniła mnie? Dobre pytanie. Dla mnie stanowi ona zawsze inspirację do mojej pracy. Pracuję także jako twórca komercyjnych filmików. Kiedy muszę napisać jakiś scenariusz, czasem inspiruje mnie do tego wysłuchana właśnie piosenka.

Journey to jah

A czy film może coś zmienić bardziej niż muzyka?

Zdecydowanie, choć zapewne jako filmowiec nie jestem obiektywny. Być może Gentelmen powiedziałby, że muzyka ma na nas większy wpływ.

Kurt Vonnegut powiedział, że muzyka jest dla niego jedynym dowodem na istnienie Boga.

Uwielbiam jego twórczość i całkowicie się z nim zgadzam. Dla mnie takimi dowodami są też dobre jedzenie i dobry seks. Mogę odnaleźć Boga na wiele różnych sposobów, choć jest tylko jeden Bóg, w którego wierzę.

Rozmawiał: Michał Hernes

Wywiad został przeprowadzony w czasie wrocławskiej edycji festiwalu Planete+Doc.

 

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com