12ewew        

„W wielkich miastach takich księgarni już nie ma”

By  |  0 Comments

„Likwidujemy dział nauka, następna będzie poezja”.

Tylko pasja, misja i tradycja pozwalają im przetrwać.

O prudnickiej księgarni Na zapleczu jeden z klientów powiedział, że jest ukryta lepiej niż wejście do Narnii. Co możemy znaleźć za drzwiami małych księgarni w małych miastach? Zaciekawiło nas, w jaki sposób starają się zachęcić do siebie klientów i walczą o przetrwanie. Kluczem okazały się pasja i miłość do literatury. To często rodzinne interesy o bogatej, wielopokoleniowej tradycji. Życia bez nich nie wyobrażają sobie nie tylko ich właściciele, ale też wierni klienci.

na zapleczu 3
W miejscu, w którym dziś w Kamiennej Górze znajduje się księgarnia Atena, po drugiej wojnie światowej mieścił się sklep. Książki stały tam na półkach, ale było ich niewiele. Główną atrakcję sklepu stanowił wówczas adapter Bambino. Kilku rozrywkowych panów puszczało z niego muzykę, wystawiając głośnik na zewnątrz. Melodie przyciągały do środka wielu młodych ludzi, w tym matkę obecnego współwłaściciela księgarni, Rafała Czernigi. Z czasem sklep stał się księgarnią, a ona zaczęła w niej pracować. Po roku 1989, wraz ze wspólniczką, wykupiła ją od Domu Książki. Tamte lata wspomina z sentymentem – były dla księgarzy czasem prosperity. Na półkach pojawiło się wiele niedostępnych wcześniej tytułów. Dziś mama prowadzi księgarnię, a ja jej pomagam – mówi Czerniga. Sporo w nim z idealisty. Uważa, że księgarstwo to misja dostarczania społeczeństwu dóbr kultury.– Trzeba więc łączyć rachunek ekonomiczny z działalnością kulturalną – podkreśla. Ale boi się, że szansę na przetrwanie mają tylko zwykłe „sklepy z książkami”. -Jesteśmy na etapie likwidowania działu nauk ścisłych. Następna będzie pewnie poezja. Jeszcze do niedawna mieliśmy 20 tysięcy ciasno poupychanych tytułów- opowiada właściciel księgarni Atena. Z żalem zauważył, że ludzie preferują obecnie telewizje i internet, czyli tańsze i łatwiejsze formy rozrywki. Czerniga apeluje o to, by zarażać dzieci pasją do czytania, chociażby wręczając im książki w ramach mikołajkowych prezentów. Sam stara się organizować różne ciekawe wydarzenia, na przykład Kamiennogórskie Spotkania z Literaturą, czyli bogate w atrakcje obchody Dnia Książki, w których potrafi brać udział nawet trzydziestu pisarzy. Dzięki jego charyzmie, Kamienna Góra bywa nazywana Ogólnopolską Stolicą Książki.

księgarnia atena
Aktualnie w tej księgarni najlepiej sprzedaje się literatura lekka i popularna. Największą popularnością cieszą się książki w grudniu, a mniejszą w okolicach Wielkanocy i na wiosnę. Niektóre specjalistyczne tytuły leżą na półkach już od piętnastu lat. -Czasem przyjeżdża do nas klient z wielkiego miasta i mówi, że u nich takich księgarni już nie ma – opowiada Czerniga. To komplement, ale i znak czasów, w których trudno o optymizm. -Nie mam złudzeń, ale walczymy. Chcemy, żeby nas zapamiętano i żeby ludziom było przykro, jeśli przestaniemy istnieć. Uratować może nas jedna rzecz: instytucje samorządowe, w tym szkoły i biblioteki, muszą zacząć kupować książki w lokalnych księgarniach – uważa, dostrzegając ratunek w Ustawie o Książce, w myśl której cena książek ma być stała.

na zapleczu 2

Do prudnickiej księgarni Na zapleczu wchodzi się od podwórka. Jeden z klientów napisał o niej na Facebooku, że to miejsce z duszą. Inny zauważył, że jest ukryta lepiej niż wejście do Narnii, fantastycznego świata z cyklu książek C.S. Lewisa, do którego bohaterowie wchodzą przez szafę. Księgarnię otworzył w 1992 roku Krystian Tyrała. Pierwotnie mieściła się w małym pomieszczeniu, w którym kiedyś znajdowała się kotłownia. Po dziesięciu latach, kiedy miała w ofercie już pięć tysięcy tytułów, jej właściciel musiał poszukać większej przestrzeni. -W tej chwili możemy się pochwalić ponad dziesięcioma tysiącami tytułów – mówi właściciel. Swoją księgarnię porównuje do biblioteki. Nasza oferta jest szeroka, ale płytka. -W większości są to pojedyncze egzemplarze, za to o różnej tematyce – wyjaśnia.

jaume
Na zapleczu ma swoich książkowych faworytów. -Na przykład „Wyznaję” Jaume’a Cabre, którym sam się zachwyciłem. Opowiadałem o tej książce tak pięknie, że sporo osób zdecydowało się na jej zakup. Sprzedałem ponad sto egzemplarzy, a to w Prudniku oszałamiający wynik. Pytałem potem klientów o opinię na jej temat i jak dotąd nikogo nie rozczarowała – wspomina. I trochę żałuje, że chociaż czyta bardzo dużo, nie jest w stanie zapoznać się ze wszystkimi książkami, które ma w ofercie.
Księgarni Na Zapleczu, jak każdej małej księgarni w małym mieście, doskwiera konkurencja w postaci supermarketów i internetu. Ale miejsce ma szasnę przetrwać. Dorobiło się bowiem w niewielkim Prudniku sporej renomy. I to nie tylko dzięki klimatycznej lokalizacji, ale także właścicielowi niezmiennie zachwyconemu tym, czym się na co dzień zajmuje. -Chcę prowadzić księgarnię bez względu na to, jakie będzie mi przynosiła korzyści finansowe. Oby starczyło mi przynajmniej na jej utrzymanie – mówi Krystian Tyrała. Sens pracy widzi w tym, że mimo komercjalizacji rynku, nie brakuje wydawnictw stawiających na tytuły adresowane do niszowego odbiorcy. – To zdumiewające, jak piękne książki ludzie potrafią jeszcze wydawać – stwierdza.

róża

Księgarnia Róża odziedziczyła imię po jednej z założycielek. Powstała 25 lat temu z inicjatywy Róży Jewiarz i Łucji Janiak. Obydwie wcześniej pracowały w Domu Książki, ale postanowiły założyć własny biznes. I tak narodziła się pierwsza prywatna księgarnia w Sieradzu. Choć sześć lat temu obie panie przeszły na emeryturę, Róża nadal istnieje, bo ich mały biznes przejął Piotr Trybuchowski, współwłaściciel hurtowni książek. -Doszedłem do wniosku, że w Sieradzu potrzebna jest mała prywatna księgarnia o charakterze stricte literackim. Zwłaszcza że nie mieliśmy wówczas konkurencji – wspomina. Teraz tak łatwo już nie jest, choć Róża od lat ma stałych klientów. Stawia na sprzedaż szeroko pojętej beletrystyki, książek historycznych i dziecięcych. Popularna jest także literatura dla kobiet. A ostatnio świetnie sprzedaje się starożytność.

róża2
-Nie miałem i nie mam żadnych problemów z prowadzeniem tego interesu – mówi właściciel. -Pracuje u mnie sprawdzona kadra, a gdy zmieniliśmy lokalizację na lepszą, sporo osób sobie o nas przypomniało. Klienci traktują nas jak drugi dom – zapewnia Trybuchowski. Różę odwiedzają głównie osoby powyżej trzydziestego roku życia. -Nie dysponujemy szeroką ofertą książek młodzieżowych, nie stać nas na to. Na naszych półkach brakuje chociażby komiksów i prasy, którymi moglibyśmy zainteresować młodzież – zauważa.

róża3
Właścicielowi zdarza się osobiście sprzedawać książki i rozmawiać o nich z klientami. Dużą satysfakcję i radość sprawia mu, gdy są zadowoleni z zakupu i uśmiechają się do niego. Czasem nieodpłatnie zamawia książkę w internecie, żeby usatysfakcjonować klienta, który jej poszukiwał. -Niektórzy przychodzą do nas od dwudziestu pięciu lat i dobrze nam życzą. Nawet starsi ludzie, dla których problemem jest, by ruszyć się z domu, potrafią przyjść do Róży tylko po to, żeby powiedzieć „dzień dobry”. Bywa, że odwiedzają nas, aby podzielić się z nami informacją, że spodobała im się książka, którą kupili w ubiegłym roku. To wspaniałe i dlatego chcę kontynuować to przedsięwzięcie – deklaruje.

księgarnia wągrowiec

Księgarnia Muszyńscy w Wągrowcu, w województwie wielkopolskim, to rodzinny interes z bogatą historią. Jej początki sięgają 1881 roku, kiedy to księgarnię, drukarnię i skład papieru założył Teodor Kręglewski, pochodzący z Gniezna introligator (rzemieślnik zajmujący się ręcznym oprawianiem wydawnictw i zdobieniem zabytkowych opraw, pracuje w drukarni i oprawia książki), drukarz i kupiec, który, wspólnie z żoną Marią Pruchniewską, otworzył w tym mieście własne przedsiębiorstwo. Początkowo mieściła się tam introligatornia, mała drukarnia, skład papieru i księgarnia, którą poszerzono o wytwórnie zeszytów. W Wągrowców było to miejsce szczególne, w którym młodzi ludzie kupowali zabronioną patriotyczną lekturę.
W 1920 r. jej właścicielem został Kazimierz Bonowski, który dokupił do niej nowoczesne maszyny, a także drukował tam reklamy i opakowania spożywczych produktów. Była to jedna z najważniejszych wągrowieckich film. W drukarni pracował wówczas dziadek obecnych właścicieli.
Bonowski, uczestnik powstania wielkopolskiego, prowadził ją do 1939 roku. W 1915 r., po wybuchu wojny, powołano go do armii niemieckiej i skierowano na zachodni front. Dwa lata później był dwukrotnie ranny. Po powrocie do rodzinnego miasta rozpoczął działalność wydawniczą, wydając między innymi „Orędownika Powiatu Wągrowieckiego”.
Niemcy przejęli jego zakład zaraz po zajęciu miasta, we wrześniu 1939 roku, a Bonowski wraz z rodziną został wysiedlony do Łowicza, gdzie działał w ruchu oporu i był łącznikiem Armii Krajowej. W 1944 r. gestapo aresztowało go i poddało torturom. Choć udało mu się uniknąć śmierci w więzieniu, kosztowało go to sporo zdrowia. Do Wągrowca powrócił w lutym, otwierając tam księgarnie i drukarnie. Zmarł 20 października 1945 roku.

księgarnia wągrowiec 2
Po wojnie księgarnie prowadziła wdowa po Bonowskim, Janina. W 1950 r. firmę upaństwowiono i przez długie lata należała do Domu Książki. Od 1963 r. jej kierownikiem był Zenon Muszyński, ojciec obecnych właścicieli. Od Domu Książki wykupił ją na początku lat dziewięćdziesiątych. W 1995 r. do spółki przystąpił jego syn Piotr Muszyński, a niedawno dołączyła do niego siostra, Monika Hoffmann.
-Biznes księgarski nie należy do łatwych, ale jeśli się to lubi, potrafi sprawiać przyjemność. Książki to niezwykły produkt. Żeby je sprzedawać, trzeba je kochać i się na nich znać – uważa współwłaścicielka. W Księgarni Muszyńscy najwięcej sprzedaje się książek dla dzieci. -Dobrze, że coraz więcej rodziców uświadamia sobie, jak ważną inwestycją w przyszłość jest czytanie dzieciom. Nie chodzi o to, by przymuszać je do książek, ale by pokazać im, że po prostu są fajne – twierdzi Hoffmann. W jej księgarni popularne są także kryminały, w których gustują przede wszystkim kobiety. -Z kolei fenomen „50 twarzy Greya, który i do nas dotarł, jest dla mnie zaskakujący – zdradza.
W ramach popularyzacji księgarni jej właściciele współpracują z miejscową biblioteką, przykładowo organizując czytanie pod chmurką, w którym potrafi uczestniczyć około sto osób. W czasie jednej z takich inicjatyw wągrowiecka poetka, Jolanta Nowak-Węklar zaczęła czytać fragment powieści „Przyślę panu list i klucz” Marii Pruszkowskiej. Bibliotekarki rozdawały zaś przechodniom cukierki, informatory i teksty, zachęcając ich do wspólnego czytania, a młodzi uczniowie z pierwszego L.O. z Teatru Nocna Zmiana wystawili spektakl „O słodkiej królewnie i pięknym księciu”.

wągrowiec 3
Księgarze mają też swoje stanowisko w czasie pokazów kina dla pań w Miejskich Domu Kultury, na którym można kupić między innymi „Kuchnię filmową” Pauliny Wnuk. -Najwięcej książek kupują kobiety, ale wśród mężczyzn też mamy stałych klientów. Gdy przychodzą do nas faceci, to po konkretne tytuły, specjalistyczne albo kryminały- podkreśla Hoffmann.
Najważniejsza jest dla niej wiara w to, że książki przetrwają i że są ważne. -Daje mi to codziennie siłę do pracy – mówi.

 

Makama jest jedyną księgarnią w Krapkowicach, niewielkim mieście w województwie opolskim. To rodzinny interes. Od lat sześćdziesiątych prowadziła ją mama obecnej właścicielki, Iwony Witkiewicz-Geisler. -Jako młoda dziewczyna ,pracująca w bibliotece, otrzymała propozycję objęcia funkcji kierowniczki księgarni. To było spełnienie jej marzeń- opowiada obecna szefowa, która na każdym kroku podkreśla, jak ważna w ich pracy jest pasja. -Trzeba ją w sobie mieć, aby robić coś więcej niż tylko układanie książek na stole promocyjnym i ich kasowanie – wyjaśniła.

20140508_160030

Księgarnia od zawsze pełniła dla niej funkcję drugiego domu. Między jej regałami spędzała mnóstwo czasu ze swoim bratem. W ten sposób narodziło się ich przywiązanie nie tylko do książek, ale też do księgarstwa. Witkiewicz-Geisler już jako uczennica lubiła w niej pomagać. Układała książki na półkach i na wystawach, segregowała katalogi i fiszki z zapowiedziami. -Wówczas takie jeszcze istniały!- wspomina z sentymentem. Z biegiem czasu wrosła w ten zawód i choć przez chwile myślała, że jej życiowa droga potoczy się inaczej, po studiach plastycznych wróciła do rodzinnego miasta, by pomóc rodzicom w firmie.

k1
Jeszcze kilka lat temu, wspólnie z mężem, mieli szeroki wybór książek prawie z wszystkich dziedzin, od socjologii i filozofii, przez medycynę, informatykę i historie, po różne gatunki beletrystyczne. Obecnie, z żalem, ograniczają działy do literatury pięknej, poradników, garści literatury, a także książek dla dzieci i młodzieży. Księgarni nie stać już na utrzymanie różnorodności. -Duża zmiana nastąpiła w momencie wprowadzenia VATu na książki. Zmienione przepisy znacznie ograniczyły konsygnacje oferowane przez wydawców, dlatego też musieliśmy zrezygnować z wielu pozycji, które zbyt długo czekają na swojego klienta- tłumaczy właścicielka.

k2
Drugim powodem ograniczania oferty jest masowe pojawienie się książek w marketach, których w mieście znajduje się kilka. Wielu mieszkańców rezygnuje z zakupów w Makamie, chociaż jej właściciele starają się im oferować produkty w promocyjnych cenach, na przykład tanie książki, rabaty na nowości i karty stałego klienta. -Główną przyczyną jest przeniesienie się ruchu handlowego z rynku (przy którym się mieścimy) w okolice marketów. Obecnie wygodniej jest wrzucić do koszyka przypadkową książkę oferowaną w markecie niż specjalnie jechać na rynek- wyjaśnia Witkiewicz-Geisler.

manfred
W internecie stara się promować nie tylko swoją księgarnie, ale książki jako takie. Gdzie tylko może, wspomina o Ustawie o książce, w której upatruje ratunek dla księgarni takich jak Makama. Jej zdaniem tylko stała cena może przywrócić jakość i różnorodność wydawanej literatury. -Jeśli dyktat na rynku książki przejmą sieci handlowe, nastąpi upadek literatury- wydawane będą tylko „czytadła”; pozycje najniższych lotów, za to sprzedawana w dużych ilościach, ze sporymi rabatami. Stoję na stanowisku, że kultury nie da się całkowicie urynkowić i jej jakości mogą bronić jedynie regulacje prawne lub dotacje- uważa.
Nie potrafi wyrzucać książek, chętnie więc korzysta z takich inicjatywa jak Bookcrossing i serwisy wymiany. Przybywa jej prywatnych książek i z niektórymi z nich musi się od czasu do czasu rozstać. Chciałby jednak, aby regały z książkami otaczały ją nie tylko w mieszkaniu, ale też w księgarni i aby mogła się dzielić nimi z mieszkańcami okolicy. -W obecnych czasach znajomi mówią do mnie: „rzuć ten trudny asortyment – sprzedawaj zabawki albo ciuchy”. Problem w tym, że mnie nie jest wszystko jedno, co sprzedaję. Obecnie prowadzę księgarnię z mężem i wciąż się nawzajem przekonujemy, że dopóki się da, powinniśmy wytrwać, nie rezygnując ze sprzedaży książek- dodała.
Choć jej księgarnia znajduje się w małym miasteczku, nie oznacza to, że nowinki, także te techniczne, docierają do niej z opóźnieniem. Właścicielka, wspólnie z bratem, skomputeryzowali ją już w 1993 roku. -A od blisko 20 lat mamy własny system przyjmowania zamówień od klientów indywidualnych i powiadomień w różnej formie: przez e-mail, SMS, dawniej telefonicznie. To dzięki małemu programowi napisanemu przez brata. Od 10 lat prowadzimy również księgarnie internetową – chwali się.
Szefowa próbuje przyciągnąć lokalnych klientów do odwiedzenia księgarni, na przykład aranżując wystawy. Daje jej to satysfakcje, a czasem nagrodę. Pasją Witkiewicz-Geisler z jednej strony są książki, wśród których czuje się u siebie, a z drugiej tworzenie elementów ekspozycji, papierowych gadżetów, wymyślanie motywów konkursów i zabaw. Najbardziej lubi prace w papierze. -Nie potrafię działać wyłącznie odtwórczo, nie wyobrażam sobie tkwienia wyłącznie za ladą i kasowania wybranych przez klientów książek. Nasze ekspozycje i promocje kręcą się przeważnie wokół tematów dziecięcych, nie dlatego abyśmy byli sprofilowaną księgarnią, ale w środowisku małego miasteczka dzieci pozostają najwdzięczniejszymi klientami. Najnowsze okno to też temat dla dzieci, choć nie tylko, czyli Gwiezdne wojny- chwali się.

k4
-Na Dzień Dziecka zrobiłam losy w postaci papierowych koszyczków z czekoladką w każdym. Nazwałam je „słodkim koszyczkiem Czerwonego Kapturka” – opowiada. Pracownikom Makamy kilkukrotnie zdarzało się przebierać w związku z promocjami książek, chociażby w stroje z „Hobbita” i „Gwiezdnych wojen”. -Do promocji powieści Rafała Kosika „Felix, Net i Nika” mój syn Wojtek, jeszcze wtedy gimnazjalista, napisał program komputerowy, imitujący działanie sztucznej inteligencji, opisanej w książce. Wykorzystaliśmy go do zabaw w księgarni – tłumaczy. Jednym z „bohaterów” tych książek jest program sztucznej inteligencji o imieniu „Manfred”, który prowadzi rozmowy z bohaterami. Właściciele Makamy i ich dzieci nagrali wiele wersji odpowiedzi na zadawane pytania, na które komputer odpowiadał „technicznie” zdeformowanym głosem. W niektórych jego wypowiedziach użyli fragmentów książki, a inne układali sami. -Uczestnicy promocji byli zafascynowani, że komputer, całkiem sensownie, odpowiada na ich pytania. A była to tylko jedna z atrakcji premiery tomu „Alternauci”. Był też poczęstunek w postaci „fluskaków” – niezdefiniowanego specjału, wymyślonego przez autora książki, który w naszej wersji otrzymał fizyczną postać smakołyku. Młodzież czytała sobie wzajemnie fragmenty książki i rozwiązywała quizy- relacjonuje właścicielka.

k3
Naprawdę sporo się u nich dzieje, zważywszy, że większość wydarzeń i ekspozycji robią na własną rękę, przy zaangażowaniu rodziny. Z okazji niedawnego Światowego Dnia Książki Witkiewicz-Geisler przygotowała książki opakowane w ten sposób, żeby nie było widać ani ich autora, ani tytułu. Rzuciła hasło: „nie oceniaj książki po okładce”, a na opakowaniach umieściła jedynie notkę wydawniczą na temat treści. Znalazło się sporo osób, które pomysłowi przyklasnęło i parę z nich odważyło się zakupić „kota w worku”.
Zdarzyło jej się też opisać historię ich księgarni. W 2009 roku wzięła udział w konkursie ogłoszonym przez Stowarzyszenie Księgarzy Polskich, pod tytułem”Moje dwudziestolecie”. Zdobyła wówczas nagrodę II stopnia. Aktualnie bierze udział w kolejnym konkursie wydawnictwa Media Rodzina, w ramach którego przygotowała wystawę promującą książki dla dzieci o Findusie i Pettsonie. Dla uatrakcyjnienia ekspozycji, z myślą o dzieciach, na oknie umieściła jeden z eksperymentów z książki, czyli ogródek w słoju. Większość elementów wystawy wykonała sama. Podobnie jak papierowe „paluszkowe” pacynki bohaterów na spotkanie z dziećmi.
Kiedy Witkiewicz-Geisler trafia w internecie na komentarze osób twierdzących, że nie warto ratować małych księgarni, bo są zacofane i mają niewielki wybór książek, to się zżyma. Makama ma dostęp do ponad 150 tysięcy tytułów, z których większość dociera do księgarni w ciągu 24 godzin. -Z dużymi sieciami przegrywamy tylko dlatego, że jesteśmy małą firmą – podkreśla księgarka. Aby przetrwać, musi sprzedawać coraz więcej innego asortymentu, chociażby gier planszowych.
Jedna z klientek komplementuje tę rzetelną i przemiłą obsługę księgarni, która nigdy jej nie zawiodła. -Makama to perełka w mieście Krapkowice!- słusznie zauważa. Pytanie tylko, czy takie księgarskie perełki zdołają przetrwać.
Michał Hernes

 

 

Comments

comments

Michał Hernes

Koneser literackich i filmowych cytatów. Znajomi śmieją się, że wymyśla nazwiska reżyserów i pisarzy, a także tytuły książek i filmów. Jego ulubionymi filmami są „Czwarty człowiek” Paula Verhoevena, „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni” Andrzeja Żuławskiego, „Mroczny Rycerz” Christophera Nolana, „Dola człowieka” Masaki Kobayashiego, „Lewy sercowy” Paula Thomasa Andersona i „Wygrać z losem” Johna Saylesa . Literacko uwielbia „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka, „Wadę ukrytą” Thomasa Pynchona i „Bakunowy Faktor” Johna Bartha. Uwielbia znaczek, jaki nosi na sobie reżyser teatralny Iwan Wyrypajew: "Należy się duchowo rozwijać, bo inaczej przejebane". Inspirujący jest dla niego fragment rozmowy Renaty Kim z Andrzejem Żuławskim. Kim powiedziała w pewnym momencie: "Pan ma duże zaplecze intelektualne, a widzowie- niekoniecznie", na co Żuławski odparł: "To niech mają, kurwa, to zaplecze".

You must be logged in to post a comment Login

Social Media Auto Publish Powered By : XYZScripts.com